Ten kraj nie jest dziki, jest znacznie gorzej
by admin on wrz.23, 2010, under TRUE
Powoli kurwica mnie bierze gdy na to wszystko patrzę. Każdorazowe uruchomienie telewizora czy komputera oznacza spotkanie z nieproszoną delegacją złych wiadomości. Na ulicy nie jest lepiej wystarczy zejść na temat polityki. Czy do kurwy nędzy ktoś powiedział że zasypywanie padołu boleści nie będzie kosztować ? Przecież o wiele łatwiej pokonać trudności w zgranym towarzystwie niż w trakcie zadymy kiedy nawet buty trudno zasznurować. Tłumaczę sobie jak dziecku : rząd musi być twardy, cierpliwy, tolerancyjny. Tłumaczę sobie że moje oczekiwania są wygórowane gdyż chciałbym aby świat kręcił się wg. muzyki którą skomponuję. Tylko czy ja chcę źle ?
Wczoraj z nóg zwaliła mnie wieść gminna ale jakże powszechna. Pani A w busiku zastępującym PeKaeS spotkała panią B z Wilkowa (tego podtopionego w ostatniej powodzi). Wedle relacji pani A pani B była całkiem rozgarnięta, nawet nieco kościelno-sceptyczna, z dziećmi urządzonymi w stolicy. Otóż pani B objawiła pani A prawdę o powodzi. „W dzień latał helikopter, ale ludzi palili opony na wale i go odganiali to przyleciał nocą. Pani kochana, jak nie huknęło, wszyscy ludzie we wsi na równe nogi zerwali się. Wysadzili wał, zrzucili ładunek ze śmigłowca i zaczęło się. I po co ? Aby ratować taki Kazimierz Dolny czy Puławy. Poświęcili nas bo może fala i do samej Warszawy by doszła”.
W moim mózgu zakłębiło się od myśli. Pani A patrzyła na mnie z wypiekami na twarzy wyraźnie oczekując jakiejś reakcji. Usilnie sumowałem powstające naprędce ‘możliwe wyjaśnienia’ choć skąd właściwie miałbym wiedzieć jak było. Technicznie absurdem wydało się mi zrucanie ładunków z helikoptera, wysadzenie wału to precyzyjna „robota’, nocą ? A odłamki ? bez ewakuacji ? Wreszcie coś przyszło mi do głowy :
-Czyli że jak ? – zagaiłem siląc się na spokój i pogodę ducha – Tusk postanowił uśmiercić mieszkańców Wilkowa aby ratować zabytki Kazimierza ? Bez przesady. Żyjemy w XXI w, takie rzeczy to może gdzieś w Chinach albo za Stalina.
-Ale przecież taka operacja może być tajna, kilka osób zebrało się, podjęli decyzję i załatwili po cichu… – ripostowała rozmówczyni
- Czyli wracamy do dział elektromagnetycznych pod Smoleńskiem ?
- Nie no o działach nie mówię, ale możliwe że wysadzili…
Po chwili zadumy kontynuowałem :
- Nie wiem, nie mam wiedzy. Czy pani B jest jakimś ekspertem ? Zna się na tym ? Wydaje się że usłyszała huk a resztę dopisała wyobraźnia.
Realnie czułem bezsilność, nie dość że jakiś Wilków nie wiadomo gdzie, nigdy nie byłem, jak się wysadza wały ? Po powrocie do domu zacząłem tropić dane, doszukałem się nawet tego że takich miejsc jak Wilków które znalazły się na celowniku „tajemnych instytucji rządowych” jest więcej. Wyczytałem że ze śmigłowców rzeczywiście zrzucano gdzieniegdzie … jedno tonowe bloki betonu i półtoratonowe pakunki gruzu w celu łatania powstałych wyrw, wyczytałem że w woj. Pomorskim policja z Gdańska bezwzględnie ściga plotkarzy. Czytam relacje mieszkańców którzy na wieść o wysadzeniu wałów wpadali w regularną panikę, rzucali pracę, pędzili do domów. „Karać i to wysoko !” – myślałem – choć docierała do mnie równolegle świadomość tego iż karanie za ploty jest jedynie wodą na młyn spiskowych teoretyków. Przecież karanie to chęć zatuszowania sprawy, zamiatanie pod dywan, eliminowanie niewygodnych świadków….
To co mnie zabolało najbardziej to właśnie to iż w XXI w. w centrum Europy można uskrzydlić poglądy całkowicie bezpodstawne by nie powiedzieć bzdurne. Potajemna eksterminacja ludności ?? – to jakiś graniczny etap…
Problem w tym że ja wiem, wiem że aby urzędowo wysrać się w Polsce potrzeba stu świstków podpisanych przez wszystkie resorty a co mówić o wysadzaniu czegoś w powietrze. nocą… ? Ślady zostają a opozycja nie śpi. Prywatne armie saperskie działające na rozkaz sołtysa… bez ewakuacji… rany, słyszę głosy spod krzyża : „wszystko pani chcą zabrać, krzyż chcą zabrać a potem wszystko”, a potem zabiją żeby zabrać majątek – walącą się ruderę z wersalką i jednym krzesłem obok domowego ołtarzyka.
Co tutaj nie gra ? Czy roznoszący antyinformacje pasą się wzbudzanym lękiem, podejrzeniami, a może czują się bardziej dowartościowani przez to że wiedzą coś o czym nie wie nikt inny ? Nie czują tego że autorytetem wieku, pozycji społecznej , wykształcenia nadają bredniom cech wiarygodności…a co za tym idzie przyczyniają się do wszelkich tragicznych jak i mniej tragicznych konsekwencji uruchomiania tego obłędu ? To że coś mieści się w granicach wykonalności nie oznacza przecież że wydarzyło się! W granicach prawdopodobieństwa mieści się to że jestem mordercą, papieżem, Jezusem lub samym diabłem. (no to wdepnąłem)
Jeszcze niedawno odruchowo obserwowałem serwisanta naprawiającego tv czy nie podmienia części. Wyraźnie go to deprymowało choć ja odczytywałem jego zdenerwowanie jako złość o to iż tym razem nic nie ukradnie. Jednak (!) po wykonaniu usługi nie popędziłem dzielić się swymi podejrzeniami z otoczeniem. Nie rozpowiadałem że prawie przyłapałem montera na kradzieży. Nie opowiadałem „No ten trafił się uczciwy choć pewnie dlatego że dobrze go pilnowałem”.
Czujecie w jakiej rzeczywistości żyjemy ? Skąd bierze się nasza podatność na niesamowite anty-logiczne konstrukcje ? Dlaczego chcę/chcemy wierzyć w to że monter kradnie części, że malarz rozrzedza farbę, że mechanik jeździ nocą naszym samochodem na dziwki , że niania truje i bije dziecko a nam pluje do kubka ? Czyżby był to „głód doświadczeń” który uczyni nas mądrzejszymi w przyszłości ? Z tego co widzę stajemy się paranoikami z 9 zamkami w drzwiach. Nie twierdzę że 1 wystarczy. Wszystko w zależności od okoliczności ale nie 9 na dzień dobry bo sąsiadka mówiła.