Author Archive
Kopiec dla Lecha
by admin on września.04, 2010, under TRUE
Gdy dowiedziałem się że 10 września Jarek zaplanował szopki pod pałacem (nowa polska tradycja) wpadłem na pewien pomysł. Polacy w swojej historii kilku swoim bohaterom wznieśli kopce. Pomyślcie sami : jest tyle autostrad i budów do zrealizowania a przecież wynajęcie ciężkiego sprzętu kosztuje. Można pogodzić dwie intencje i wybudować nawet sto kopców ! Dodatkowym plusem byłoby to że nieczynne zimą Orliki zastąpić mogłyby wspaniałe górki do zjeżdżania na sankach.
Istnieje jeden problem. Najgorliwsi krzykacze nie zwykli kalać się pracą. Samo niesienie krzyża sprzed pałacu na Jasną Górę okazało się dla nich zbyt wielkim wyzwaniem a co mówić o noszeniu ziemi. Kilka razy zastanawiałem się nad tym czym właściwie zajmują się obrońcy krzyża zawodowo. Kilkumiesięczne zwolnienia dają do myślenia. Jeżeli istnieją jakieś szczególne przywileje urlopowe dla natchnionych patriotów to w każdym razie nic o tym nie wiem a chętnie skorzystałbym aby bojkotować.
Właściwie pracujący Polak nie ma czasu na uczestnictwo w publicznym życiu politycznym. Do samych wyborów trudno zagnać choćby połowę posiadających prawo do głosowania. I w pełni to rozumiem, mi również się nie chce. Może na Palikota bym poszedł jednak on o swoich atrakcjach powiadamia zaledwie kilka godzin wcześniej. W środku tygodnia ludzie siedzą w robocie a niekiedy i w szabas. Zdajecie sobie sprawę z tego że realnie najgłośniejsze i najliczniejsze grupy protestacyjne tworzą emeryci, renciści, bezrobotni i wagarowicze ? Dziwić się że do owych wyborców dnia powszedniego docierają świetnie argumenty socjalne o wspólnym mianowniku „Damy jak wygramy”.
Można sobie żartować ale prawda jest taka że uczciwe czyli pracujące lub uczące się społeczeństwo nie posiada swojej reprezentacji na ulicy gdy to właśnie ulica robi wrażenie w tv i porusza tych ‘z góry’. Politycy z niepokojem obserwują wydarzenia inspirowane w internecie gdy powinni pomału przyjmować do wiadomości to że głosy z sieci coraz częściej należą właśnie do ludzi na których to państwo stoi a którzy nie mają czasu biegać z flagami lub nie posiadają koniecznych środków protestacyjnego przemieszczania. Czy ktoś uważa że ci ludzie nie mają nic do powiedzenia ?
Praktycznie lud pracujący posiada związki zawodowe które jednak nie nie za bardzo wiadomo kogo reprezentują : bezrobotnych, PiS czy siebie same. Grupy wyjazdowe dostają kilka dni wolnego aby popalić gdzieś w kraju opony. Nawet przyjmując że zgłaszają jakieś socjalne problemy określonych grup zawodowych to forma pozostawia wiele do życzenia. Czyżby bez telewizji nikt nie zauważyłby owoców związkowych protestów i postulatów ?
Trochę to smutne że przeciętny obywatel może wyrażać swoje racje wyłącznie w weekendy (o ile ma miłosiernego szefa) lub ryzykować klepiąc w klawiaturę w godzinach pracy. Cały tydzień należy do tych którzy wiele chcą ale mało dają. O jakiej społecznej reprezentacji można mówić podczas dowolnej „natygodniowej” masówki ?
Nawet te „wolne” weekendy częściej wykorzystywane są jako pretekst do wybyczenia się po trudach tygodnia niż sposób na realizację wyborczych ambicji. Zresztą komu pilno do tego aby w dniach odpoczynku oberwać po głowie zniczem albo słuchać wrzasku partyjnych aktywistów ?
Jezus obiecywał lata temu że cisi będą wysłuchani. Siedzą wiec sobie cisi i czekają. Dwa tysiące lat (z hakiem).
Prof. James Petras: Kompleks jot w Ameryce
by admin on września.04, 2010, under TRUE
Kompleks jot w Ameryce
James Petras 1.9.2010, przekład i linki Piotr Bein
W USA co najmniej 52 główne organizacje żydowskie (wymienione na końcu) lansują interesy Izraela, zrzeszając od kilkuset tys. bojowników (JFNA), po 100 tys. zamożnych fundatorów, aktywistów i osób u władzy (AIPAC). Dziesiątki młynów propagandy, zwanych think-tankami, powstało na grantach rzędu miliona $ od syjonistów-miliarderów, np. Brookings Institute (Haim Saban) i Hudson Institute. Dziesiątki komitetów akcji politycznej (PAC) ingerowały we wszystkie wybory krajowe i lokalne, kontrolując nominacje kandydatów i wpływając na wyniki. Wydawnictwa, w tym uniwersyteckie, przejęli syjonistyczni fanatycy, np. Yale University, który publikuje najbardziej niezrównoważone traktaty, małpujące syjonistyczne parodie historii żydowskiej (przegląd książek w Financial Times 28/29.8.2010).
Nowe, obficie fundowane inicjatywy syjonistów pozyskują młodych Żydów do polityki zagranicznej Izraela. Np. Taglit-Birthright kosztem ponad 250 mln $ w ciągu ostatnich 10 lat wysłało ponad ćwierć mln Żydów (wiek 18-26 lat) do Izraela na 10 dni intensywnego prania mózgu dużą dawką izraelskiego militaryzmu, bez możliwości odwiedzenia Zachodniego Brzegu, Gazy czy Wsch. Jerozolimy (Boston Globe 26.8.2010). Namawiani są do podwójnego obywatelstwa i służby w armii Izraela, IDF.
Te 52 grup wchodzi w skład organizacji Conference of Presidents of Major American Jewish Organizations (Konferencja Prezydentów Głównych Organizacji Żydowskich w USA). To tylko czubek góry lodowej kompleksu jot w Ameryce, sieci władzy o ogromym wpływie na politykę zagraniczną i wewnętrzną USA odnośnie Izraela i syjonizmu Ameryki. Sieć skupia się na orientowaniu bliskowschodniej polityki USA na kolonialną ekspansję Izraela w Palestynie i na wojny w regionie – „poparcie dla Izraela i jego miejsca w świecie” w języku żydomasonerii Bnai Brith. Wiele grup w sieci „specjalizuje się” jednak w in. sprawach, np. Przyjaciele IDF dostarczają zasoby finansowe i werbują amerykańskich ochotników do IDF, obcej armii (nielegalne w USA, ale nie odnośnie Izraela). Hillel, działa na 500 uczelniach, broniąc każdego przypadku złamania praw człowieka przez Izrael i organizując darmowe wycieczki żydowskich studentów do Izraela, gdzie namawiani są do podwójnego obywatelstwa lub „migracji”.
Badania kompleksu jot
Jest szereg metod badań, ale cząstkowych, zakresu i zasięgu władzy sitwy jot: reputacyjne, samoopinie, analiza decyzji i wnioski strukturalne. Np. luminarze prasowi i reporterzy często wnioskują z wypowiedzi insajderów w Waszyngtonie, kongresmenów i in. wybitnych osób, że AIPAC ma reputację jednego z najpotężniejszych loby w USA. W tej metodzie wynika potrzeba empirycznego badania wpływu AIPAC na głosowanie legislacyjne, nominacje kandydatów, pokonywanie kandydatów niepopierających bezwzględnie pozycji Izraela.
Władza jot wynika z historii, w której własność mediów, koncentracja bogactwa i in. instytucjonalne dźwignie władzy kształtują bieżące ramy decyzyjne. Stopniowa koncentracja władzy w rozmaitych instytucjach prowadzi do poważnej stronniczości, sprzyjającej zorganizowanym agentom Izraela w Ameryce. Sama obecność Żydow lub syjonistów na stanowiskach władzy – ekonomicznej, kulturalnej i politycznej – nic nie mówi, jak wykorzystają swe zasoby i czy skutecznie. Analiza pozycji syjonistow w strukturze klasowej jest potrzebna, lecz nie wystarczy do zrozumienia władzy jot – trzeba przeanalizować ich decyzje względem programu popleczników Izraela w USA. Te 52 organizacje jot mówią otwarcie o swej rządzy władzy, wierności sprawie Izraela i poddańczości każdemu po kolei reżimowi w Izraelu.
Osoby negujące władzę jot nad polityką bliskowschodnią USA są syjonistami lewicowymi, np. Noam Chomsky i jego wyznawcy. Nigdy nie analizują procesu prawodawczego, najwyższych decyzji w państwie, struktur i działań grup syjonistycznych z milionami członków, ani nomincji i przeszłości kluczowych decydentów ds. strategicznej polityki bliskowschodniej. Uogólniają i uprawiają demagogię, obwiniając za tę politykę „Wielką Ropę”, „kompleks wojskowo-przemysłowy” lub „imperializm USA”. Brak u nich empirycyzmu i historycyzmu.
Wdrożenie władzy jot w rządzie USA
Poza presją lobby na Kongres oraz rolą PAC-ów i zamożnych syjonistycznych fundatorów wyborczych, jest dość zapomniany lecz absolutnie niezbędny element: obecność syjonistów na kluczowych stanowiskach decyzyjnych, w tym w departamentach skarbu, spraw zagranicznych i obrony oraz w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego (NSC) i w Białym Domu.
Działając od wewnątrz z najwyższych pozycji w państwie, przedstawiciele-syjoniści niezmiennie popierają militarystyczną politykę Izraela, podważając i eliminując każde państwo krytyczne względem żydowskiej kolonialnej okupacji Palestyny, monopolu nuklearnego Izraela w regionie, ekspansji osiedli „tylko dla Żydów”, a przede wszystkim energicznych wysiłków, by dominować na Arabskim Wschodzie. Syjonistyczni politycy w rządzie USA są w ciągłej konsultacji z Izraelem, zapewniając koordynację z dowództwem IDF, ministerstwem spraw zagranicznych i Mosadem oraz zgodność z linią polityczną Tel Awiwu. W ciągu ostatnich 2 lat, żaden syjonistyczny polityk nie skrytykował najbardziej odrażających zbrodni Izraela – od pogromu pogromu Gazy po masakrę Flotylli Wolności i ekspansję nowych osiedli w Jerozolimie i na Zachodnim Brzegu. Ich lojalność obcemu państwu przewyższa nawet poddańczość Waszyngtonu stalinistom i hitlerowcom w l. 1930-ych i 1940-ych.
Uplasowani strategicznie, syjonistyczni politycy polegają na zapleczu politycznym i blisko współpracują z kolegami w lobby (AIPAC) w Kongresie oraz w ogólnonarodowych i lokalnych żydowskich organizacjach syjonistycznych. Wielu wiodących polityków syjonistycznych doszło do władzy drogą rozmyślnej strategii infiltracji rządu, by kształtować politykę dla intersów Izraela, przed i ponad interesami Amerykanów. Jedność wynikająca ze wspólnej lojalności Tel Awiwowi może tłumaczyć podejrzewane kumoterstwo, lecz żydowskie lobby też mogą tworzyć stanowiska w rządzie i obsadzać je swoimi ludźmi.
Stuart Levey: czołowy agent Izraela w rządzie USA
Stuart Levey jest podsekretarzem ds. terroryzmu i wywiadu finansowego – pozycja powstała w 2004 r. pod presją AIPAC. Przed, a szczególnie po nominacji, Levey blisko współpracował z Izraelem i dał się poznać jako syjonistyczny fanatyk żydowskiego państwa. Levey zrobił ze swego urzędu misję wyznaczania amerykańskiej polityki wobec Iranu. Nie ma innego nominowanego urzędnika w rządzie USA ani wybranego prawodawcy, kto by bardziej niż Levey formułował i wdrażał politykę znacznie wpływającą na stosunki gospodarcze USA, UE i ONZ z Iranem. Levey opracował politykę sankcji, które Waszyngton narzucił UE i Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Levey dyryguje całym swym personelem w departamencie skarbu, by śledzić politykę handlową i inwestycyjną wszystkich głównych producentów, banków, przewoźników i korporacji ropy i gazu oraz handlowych. Następnie jeździ po USA i z powodzeniem wywiera presję na fundusze emerytalne, firmy inwestycyjne, kompanie ropy i gazu oraz instytucje ekonomiczne, by nie robiły interesów z żadnymi firmami, które angażują się w cywilną gospodarkę Iranu. Wyszedł na arenę globalną, grożąc sankcjami i szantażując nieposłuszne firmy w Europie, Azji, Ameryce Płn. i na Bliskim Wschodzie.
Levey koordynuje swą kampanię z syjonistami w Kongresie, którzy wydają odpowiednie ustawy. Jego polityka w oczywisty sposób łamie prawo międzynarodowe i suwerenność gospodarczą Iranu, podobnie jak oświadczenie Obamy, że siły specjalne USA będą działać wbrew politycznej suwerenności na 4 kontynentach. Praktycznie Levey ustala politykę USA wobec Iranu: projektuje on eskalacje sankcji, przekazuje do Białego Domu, który z kolei wciska je RB ONZ. Po wdrożeniu sankcji zatwierdzonych przez Levvey, jego ludzie polują na strony łamiące sankcje i wymierzają kary. Departament skarbu stał się placówką Tel Awiwu. Żadna publikacja lewicowa, republikańska ani soc-demokratyczna nie ujawniła roli Levey ani nawet strasznej krzywdy gospodarczej, jaką ten fanatyk Starego Testamentu zadaje 75 mln cywilnych Irańczyków. Jak jakiś izraelski judeofaszystowski rabin, który głosi „Endlösung” wrogom Izraela, Levey ogłasza nowe i surowsze „kary” na Irańczyków (Stuart Levey, Financial Times 16.8.2010).
Strategiczna rola władzy lokalnej
Archiwa Lobby Izraela ujawniły ostatnio dokumenty Amerykańskiej Rady Syjonistycznej (AZC) ze śledztwa Senatu USA w l. 1962-1963. Dokumenty pokazują, jak Izrael, poprzez główne oraganizacje syjonistyczne w USA, spenetrował amerykańskie media i propagował swą linię polityczną, bez wiedzy odbiorcy. Artykuły, pisane na zamówienie przez grupę żydowskich syjonistycznych reporterów i akademików, publikowano w głównych mediach, w tym regionalne i lokalne gazety oraz stacje radiowe (Israel Lobby Archive 18.8.2010). Autorów tekstów najmowały ogólnokrajowe organizacje syjonistyczne, natomiast lokalne oddziały dostarczały teksty mediom. Przez 50 lat od czasu śledztwa Senatu, stopień infiltracji mediów wzrósł 100-krotnie pod względem funduszy, płatnych pracowników i zadedykowanych bojowników, a przede wszystkim – możliwości struktur i zdolności przymusu.
Krajowi przywódcy organizacji w ścisłej konsultacji z przedstawicielami Izraela otrzymują instrukcje, które kwestie są priorytetowe. Przez struktury w dół do regionalnych i lokalnych przywódców, polityków i ważnych osób, informacja trafia do miejscowych mediów, oraz przywódców akademickich, religijnych i in. osób wpływających na opinię. Tysiące bojowych syjonistycznych lekarzy, prawników i biznesmenów wykonują odgórne kampanie pisania listów: chwalą pro-izraelskich pismaków, atakują krytyków, wywierają presje na gazety, wydawnictwa i magazyny, żeby nie publikowały dysydentów. Krajowi i miejscowi przywódcy organizacji jot lansują wrogie przeglądy książek przeciwnych liniii Izraela. Wpływają na bibiloteki, by zapełniały półki książkami pro-izraelskimi, a cenzurują i wyłączają zrównoważone lub krytyczne pozycje. Lokalni bojownicy w koordynacji z konsulami Izraela nasączają publikę tysiącami spotkań. Jednocześnie miejscowi syjonistyczni bojownicy, a szczególnie wpływowi milionerzy, naciskają na miejsowe instytucje (administracje uczelni, władze kościoła i stowarzyszenia), żeby nie zapraszali krytków Izraela z poplecznikami. W ostateczności domagają się, by pro-izraelski propagandysta dostał tyleż czasu na przemowę – nigdy się to nie zdarza w odwrotnym przypadku.
Miejscowe organizacje jot wpływają na wybór burmistrzów, gowernorów, miejscowych celebrytów, wydawców, osób kościelnych i obiecujących młodych przywódców grup etnicznych i mniejszościowych, oferując im darmowe podróże propagandowe do Izraela, po których oni piszą lub dają wywiady wg indoktrynacji. Miejscowi przywódcy mobilizują tysiące aktywistów-syjonistów do ataków na Żydów antysyjonistycznych, domagając się ich wykluczenia z jakichkolwiek nagłaśnianych forów nt. Bliskiego Wschodu.
Miejscowi funkcjonariusze jot tworzą komitety szybkiej reakcji, które odwiedzają i grożą miejscowym wydawcom i redakcjom, którzy w swych publikacjach kwestionują partyjną linię Izraela. Nadzorują („monitują”) wszystkie miejscowe spotkania, zapraszanie mówców i wszystkie wypowiedzi komentatorow publicznych, przywódcow religijnych i akademików, szukając jakichkolwiek nut „antysyjonistycznych” (które zwą „skrytym antysemityzmem”). Większość głównych żydowskich grup religijnych współdziała w miejscowych zbiórkach funduszy na Izrael, w tym fundusze na nowe osiedla na Zachodnim Brzegu „tylko dla Żydów”.
Miejscowi funkcjonariusze są w czołówce kampanii, które niedopuszczają do obsadzania stanowisk niezależnymi specjalistami od Bliskiego Wschodu i akademikami od polityki publicznej oraz przeszkadzają w awansach i nadawaniu profesury, niezależnie od jakości akademickiej delikwenta. Natomiast awansują akademiccy poplecznicy linii Izraela, a ich książki atakujące krytyków Izraela wśród chrześcijan i muzułmanów oraz w krajach jak Turcja, Iran czy innych na celowniku polityki Izraela, dostają się na listy bestsellerów. Każda książka czy pisarz krytyczny wobec kompleksu jot czy Izraela dostają się na lokalny i krajowy „indeks” i są poddani smarowaniu przez żydowskich inkwizytorów.
Wniosek
Władza Izraela w USA nie polega jedynie na wpływie i przywództwie silnych waszyngtońskich „lobby proizraelskich” jak AIPAC. Bez setek tys. bojowników jak miejscowi lekarze, agenci nieruchomości i inwestycyjni, profesorowie… „lobby” to nie zdołałoby utrzymać i wdrożyć swej polityki wśród setek milionów Amerykanów. Odtajnione dokumenty senackie pokazują, że ponad 50 lat temu miejscowe organizacje syjonistów zaczęły systematyczną kampanię penetracji, kontroli i zastraszania, która osiągnęła szczyt w pierwszej dekadzie XXI w. Nieprzypadkowo przedstawiciele uniwersytetów są przedmiotem ataków mających na celu wyłączyć mówców lub zwolnić profesorów krytycznych wobec Izraela. Jak miejscowi syjoniści sami przyznają, mają oni skomputeryzowane indeksy zakazanych mówców, natomiast lansują „liberalnych” syjonistów, którzy nazywają „antysemitami” lub „teoretykami spiskowymi” autorów przytaczających oficjalne dokumenty syjonistów dowodzące systematycznej perwersji naszych swobód demokratycznych.
Nie ma już różnicy między władzą „lobby” syjonistów zewnątrz a działalnością agentów wewnątrz rządu USA. Np. AIPAC wymusił utworzenie pozycji podsekretarza skarbu i obsadzenie jej kluczowym agentem syjonistów (Stuart Levey), a teraz asystuje w jego globalnej kampanii morderczych sankcji przeciw Iranowi. Obsadzanie tak wielu agentami-syjonistami kluczowych stanowisk w rządzie ws. Bliskiego Wschodu jest misją służby Izraelowi co najmniej przez kilka lat ich kariery. Ich obecność w rządzie wyklucza wszelkie dochodzenia przez Kongres lub Senat ws. organizacji syjonistycznych działających jako agencje obcego państwa, podobnie jak w l. 1960-ych.
Rośnie sprzeciw publiczny w miarę jak główne organizacje jot i ich wpływowe osoby akumulują władzę, nadużywając jej na korzyść coraz bardziej morderczego, rasistowskiego państwa, które zdominowało instytucje USA. Kampania bojkotu, sankcji i wycofania inwestycji nabiera siły w USA (Harvard wycofał inwestycje w irańskie firmy). Poparcie publiczne w USA dla Izraela spadło poniżej 50%, a sondaże w Europie Zach. pokazują znaczny wzrost opozycji do ultraprawicowego reżimu Izraela. Antysyjonistyczni Żydzi nabierają wpływów, szczególnie wśród młodych Żydów zdumionych izraelską rzezią w Gazie i atakiem na Flotyllę Wolności. Obecność antysyjonistycznych Żydów na forach ośmiela wielu nie-Żydów zastraszonych „antysemityzmem”.
Kompleks jot podpiera się malejącą bazą. Większość młodych Żydów wchodzi w związki małżeńskie z nie-Żydami i raczej nie podda się wściekłym kampaniom na rzecz rasistowskiego państwa. Zabiegi przywódców syjonistycznych o pozyskiwanie młodzieży żydowskiej na bojowników za Izrael podyktowane są świadomością jej zerwania z szowinizmem rabinicznym.
Niebezpieczne jest to, że poparcie syjonistów amerykańskich dla Izraela prowadzi do zjednoczenia ze skrajną prawicą w USA. Obecnie żydowscy i chrześcijańscy reakcjoniści wzbudzają masową nienawiść do muzułmanów (tzw. kontrowersja o meczecie) dla odwrócenia uwagi od kryzysu gospodarczego i rosnącego bezrobocia. Syjonistyczna promocja masowej islamofobii jest niebezpieczną grą tak blisko od Wall Street, gniazda wielu bogacących się na łupieniu majątku Ameryki. Jeśli te same zagniewane masy odwrócą oczy w stronę możnych u władzy, zamiast na czarnych i muzułmanów, mogą wyniknąć nieprzyjemne niespodzianki przeciw nie tylko agentom Izraela, ale też tym mylnie identyfikowanym jako pochodzącym z Ojczyzny Żydowskiej.
Conference of Presidents of Major American Jewish Organizations
Organizacje członkowskie:
1. Ameinu
2. American Friends of Likud
3. American Gathering/Federation of Jewish Holocaust Survivors
4. America-Israel Friendship League
5. American Israel Public Affairs Committee
6. American Jewish Committee
7. American Jewish Congress
8. American Jewish Joint Distribution Committee
9. American Sephardi Federation
10. American Zionist Movement
11. Americans for Peace Now
12. AMIT
13. Anti-Defamation League
14. Association of Reform Zionists of America
15. B’nai B’rith International
16. Bnai Zion
17. Central Conference of American Rabbis
18. Committee for Accuracy in Middle East Reporting in America
19. Development Corporation for Israel/State of Israel Bonds
20. Emunah of America
21. Friends of Israel Defense Forces
22. Hadassah, Women’s Zionist Organization of America
23. Hebrew Immigrant Aid Society
24. Hillel: The Foundation for Jewish Campus Life
25. Jewish Community Centers Association
26. Jewish Council for Public Affairs
27. The Jewish Federations of North America
28. Jewish Institute for National Security Affairs
29. Jewish Labor Committee
30. Jewish National Fund
31. Jewish Reconstructionist Federation
32. Jewish War Veterans of the USA
33. Jewish Women International
34. MERCAZ USA, Zionist Organization of the Conservative Movement
35. NA’AMAT USA
36. MCSK” Advocates on behalf of Jews in Russia, Ukraine, the Baltic States & Eurasia
37. National Council of Jewish Women
38. National Council of Young Israel
39. ORT America
40. Rabbinical Assembly
41. Rabbinical Council of America
42. Religious Zionists of America
43. Union for Reform Judaism
44. Union of Orthodox Jewish Congregations of America
45. United Synagogue of Conservative Judaism
46. WIZO
47. Women’s League for Conservative Judaism
48. Women of Reform Judaism
49. Workmen’s Circle
50. World ORT
51. World Zionist Executive, US
52. Zionist Organization of America
Filed under: Uncategorized
![]()
(continue reading…)
POLSKA – “Święte psy”
by admin on września.04, 2010, under TRUE
POLSKA – “Święte psy”
Stanisław Tymiński, Acton, 1 września 2010
9 grudnia 2010 roku minie 20 lat od daty wybrania mnie przez większość Polaków na Prezydenta Polski. W drugiej turze dostałem wystarczająco dużo głosów , aby wygrać wybory. Jednak wynik został zmanipulowany przez Wojskowe Służby Informacyjne /WSI/, na korzyść Lecha Wałęsy. Mała grupa ludzi, w jednostce wojskowej w Warszawe, u zbiegu ulic Łopuszańskiej i Żwirki i Wigury przez cała noc wypełniała karty wyborcze. Rano , w cywilnych ubraniach, rozwieziono je samochodami do urn wyborczych w dużych miastach wojewódzkich.
Wybory sfałszowano za przyzwoleniem Generała W. Jaruzelskiego, który wtedy był Prezydentem, przy pełnym poparciu Waszyngtonu i Watykanu. Przyklasnęły temu rządy państw Europejskich, które ostrzyły zęby przed handlową grabieżą Polski.
Podkreślam szczególną rolę Żydów związanych z Unią Demokratyczną i sprawujących kontrolę nad mediami w Polsce. Ci ludzie zrobili wszystko, by wyborów nie wygrał uczciwy , nie uzależniony od nich Polak, którym nie można manipulować. Kilka miesięcy przed wyborami “Gazeta Wyborcza” dostała od USA 1.5 miliona dolarów na zakup maszyn do szybkiego druku. Tym samym zobowiązała się do reprezentowania obcych nam interesów. Historycznie Żydzi idealnie nadają się do takiej roli. Amerykanie nie mają zdolności językowych. Bez pomocy żydowskich poliglotów ich dominacja nad światem nie byłaby możliwa.
Wielu z Was pod wpływem ataków wrogich nam mediów uważa mnie za oszołoma tylko dlatego, że po 20 latach emigracji kandydowałem na Prezydentem Polski. To była bardzo trudna osobista decyzja, którą podjąłem dopiero na 10 dni przed końcowym terminem rejestracji kandydatów przez Państwową Komisję Wyborczą. Miałem doświadczenie polityczne, ekonomiczne i biznesowe. Zrozumiałem wtedy, że jeśli nie będę kandydował, to nikt poza oszustami , którzy zasiedli przy “Okrągłym Stole” tego nie zrobi. Nie zalowalem trudu i ciezko zarobionycgh pieniedzy aby pomoc stworzyc prawdziwy front walki w krytycznej chwili dla mego narodu. Jestem dumny, że mogłem Was wtedy godnie reprezentowac.
Na początku moja kandydatura była wygodna dla elit tego układu. Myśleli, że dostanę 1% poparcia i swoją obecnością, jako kandydat z zagranicy, uwiarygodnię demokratyczność
pierwszych powszechnych, od czasu zakończenia II Wojny Światowej, wyborów. Manipulatorzy sceny politycznej w Polsce byli tak pewni siebie, że nie blokowali mojej rejestracji a nawet pomagali w dostępie do publicznej telewizji oraz w publikacji odezw w “Sztandarze Młodych” oraz w “Gazecie Wyborczej”. Studio graficzne “Gazety Wyborczej” pomogło w zredagowaniu tekstu ulotki wyborczej.
Gwałtowny atak na mnie i mój elektorat rozpoczął się , kiedy przechodząc do drugiej tury wyborów obaliliśmy antypolski rząd premiera T.Mazowieckiego, z Unii Demokratycznej. Informacja o tym ukazała się na pierwszych stronach gazet całego świata. Wszyscy byli ciekawi jak Waszyngton oraz kraje Zachodu ujarzmią i zniewolą Polskę.
Dlaczego Polacy wybrali wtedy mnie na swego Prezydenta? Jest wiele powodów tego zjawiska.Jedni rozpoznali we mnie “swojego człowieka”nie będącego częścią układu. Innym podobało się moje zachodnie doświadczenie. Polska zwracała się w tym czasie w kierunku Zachodu i Polsce byl potrzebny Prezydent, ktory znał dobre i złe strony tego kroku. Sondaże wykazały, że ogromna większość Polaków - 85% zaufała mi na tyle, że gotowa była powierzyć mi swoje pieniądze. Po roku grabieżczych reform Balcerowicza ludzie byli bardzo zmęczeni i nieufni. Głód już wtedy pukał do drzwi wielu domów.
9 grudnia 1990 roku, nocą, po ogłoszeniu wyniku 75/25 % na korzyść L.Wałęsy w Polsce zapanowała cisza, jak po wielkiej bitwie. W okolicy mego domu rodzinnego w Komorowie pod Warszawą , gdzie ludzie mają dużo psów , nie było słychać żadnego szczekania. Tylko ciemna noc, bez żadnych odgłosów. Czytałem opisy takiej ciszy po wielu bitwach /Grunwald/ i dwa razy w moim życiu doświadczyłem osobiście takiej ciszy- zawsze po wybuchu wielkiej emocji.
Polska miała w 1990 roku dwóch Prezydentów: mnie oraz formalnego Prezydenta L.Wałęsę. Kiedy w 1994 roku przyjechał do mnie z wizyta do Komorowa L.Miller, w rozmowach byliśmy zgodni , że w Belwederze Polska Prezydenta nie miala.
Teraz, po 20 latach widoczne są efekty demokracji budowanej na kłamstwie. Proporcjonalna ordynacja wyborcza opracowana pod przewodnictwem A.Kwaśniewskiego /zapraszał mnie do pomocy w opracowaniu nowej Konstytucji,ale zignorowałem jego list/ doprowadziła do zwyrodnienia elit. W elitach występuje patologia dziedzictwa z coraz mniejszą jakością genów. Wynikiem tego jest tragiczne bankructwo Polski. Według Instytutu CATO z Waszyngtonu, obecne i przyszłe obligacje zobowiązania rządu to 1550% PKB w porównaniu do 875% Grecji przed jej bankructwem.Tak będzie dopóki “Antypolacy” i “Złodzieje” będą się wybierali i grabili kraj stosując proporcjonalną a nie większościową ordynację wyborczą. Proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu istnieje tylko w “podbitych” krajach.
Co do mnie, to proszę nie oczekiwać, że w przyszłości wrócę do polityki w Polsce. A to dlatego, że nie mogę prowadzić tchórzy do boju. Polacy nie popierają walecznie swoich liderów. Ba, nawet nie popierają po cichu małymi kwotami pieniędzy, bo może lista ich małych datków wpadnie w ręce Antypolaków, którzy mogą wygrać wybory i będzie problem. Jak lider może mieć zaufanie do tak chwiejnego elektoratu, który oddaje głosy za kurtyną wyborczą.Nasi wrogowie i manipulatorzy dobrze wiedzą, że takie głosy są bezbronne i bardzo łatwo można je źle policzyć czyli sfałszować.
Przez 20 lat, od czasu, gdy wybraliście mnie swoim Prezydentem byłem przez naszych odwiecznych wrogów lżony i poniżany. Ale najgorsza jest świadomość, że byłem i jestem porzucony przez ludzi, których kocham wiecej niz siebie i dla ktorych pod ryzykiem smierci staralem się wygrać świetlaną przyszłość, odzyskać suwerenność naszego Kraju. Przez to porzucenie ciąży na mnie stygma Waszej winy, bo zawsze moja osoba przypomni Wam o Waszym tchórzostwie. Przeczuwałem, że tacy jesteście na długo przed wyborami 1990 roku i dlatego książka, którą napisałem dla Was nosi tytuł “Święte psy”. Pies zbroi i udaje świętego. Udaje, że nic złego nie zrobił.
Miarą człowieka jest wielkość jego wrogów.Będąc Waszym Prezydentem miałem ich wielu. Od naszych adwersarzy , którzy nas nienawidzą i nami pogardzają zawsze oczekiwałem samych podłości i grabieży , bez zachowania umiaru. Od dawna jestem zdumiony,że Polacy są tak potulnym i łatwym do manipulowania narodem. Nie winię naszych wrogów za ich podłości . Wina za stan Rzeczpospolitej jest Wasza z powodu lęku i braku liderow. Od 20 lat nie zauważam u Was realnej wizji przyszłości Kraju i przykładów waleczności. Nadal zachowujecie się jak “święte psy” udając że to co się stało w Polsce to nie Wasza wina, co naszym krwiopijczym wrogom jest na rękę.
Co do mnie, to straciłem nadzieję, że Polska będzie miała za mego życia uczciwy, patriotyczny i prawy Polski rząd , rząd, który będzie pracował zgodnie z naszą Racją Stanu. Nie potraficie zrozumiec, ze wybory to nie wyścig koni. Wasz głos na danego kandydata jest głosem na samego siebie i o ten głos trzeba walczyc i go walecznie bronic. Dlatego wycofałem się z wszelkiej działalności politycznej i więcej czasu poświęcam mojej Rodzinie.
Uważam, że to wstyd i hańba, że po 20 latach Unia Demokratyczna T.Mazowieckiego , za Waszym przyzwoleniem wróciła do pełnej władzy. Konsekwencje tego w najbliższej przyszłości będą porażające.
Mam nadzieję, że ostre słowa, które napisałem powyżej, jako porzucony Prezydent Rzeczpospolitej będą przestrogą dla przyszłych pokoleń. Tylko prawda i odwaga wyzwolą Polskę z niewoli.
Filed under: Uncategorized
![]()
(continue reading…)
Przegrałeś prezesie
by admin on września.03, 2010, under TRUE
Jeszcze niedawno Laudate ironizował z faktu mojego zainteresowania blogiem euroMigalskiego. Dziś poszedłem znacznie dalej. Zajrzałem na sam portal pis ! Nie lubię po prostu wieści gminnych a pojawiające się wzmianki o pozjazdowym wywiadzie udzielonym przez nad-prezesa skłoniły mnie do wejścia w samą paszczę chomika. Właściwie nie wybrałem się po to aby analizować światłe wypowiedzi J.N.(Jego Nikczemności) Prezesa lecz by kolejny raz zdiagnozować zjawisko o nazwie pis które sprawia wrażenie tworu w stanie agonalnym.
Nie dziwcie się. Człowiek chybocący się na dryfującej w nieznanym kierunku tratwie który stwierdza że jest świetnie, kurs jest odpowiedni i lada dzień cele zostaną osiągnięte wzbudza naturalną ciekawość. Gdyby podobna rzecz wydarzyła się w codziennym potocznym życiu osobnik taki zyskałby opinię nieszkodliwego głupka na którego trzeba uważać (żeby sobie krzywdy nie zrobił). W środowisku wodzów takie zachowania należą do naturalnych a nasilają się do niespotykanego wcześniej stopnia w przeddzień klęski. Czy klęska pis jest rzeczywiście bliska ? Trudno powiedzieć. Przypominam sobie że kilka lat temu twierdziłem że zmiecenie pisu z powierzchni ziemi nie jest problemem , problemem jest oczyszczenie naszej rzeczywistości z tego na czym pis zbudowało swoje fundamenty i na czym oparło swój byt. Wtór niektórych polityków uznaję za optymistyczny symptom poprawy.
To co znalazłem w wywiadzie zastanowiło mnie. Niejednokrotnie wsłuchując się w słowa Jarosława zadawałem sobie pytane o treści „kto wie ?” lub „być może”. Ostatecznie jednak stwierdzałem „Co z tego ?”
Czy H.Krzywonos rozpoczęła strajk komunikacji ? Nie wiem bo i skąd ? Jako inicjatorkę strajku tramwajarzy przedstawiają ją ludzie których w większości szanuję. Jednak czy oni siedząc za murami stoczni mogli to widzieć ? Być może H.Krzywonos była pierwszą kobietą która zdecydowała się zaprotestować ? Może była pierwszą z danego rejonu Gdańska obsługiwanego przez konkretny oddział komunikacji miejskiej ? Nie wiem ! Wiem że za znaleziony wałek od maszyny drukarskiej została skatowana przez komunistyczne służby i straciła dziecko. Wiem że dziś adoptuje z mężem 12-cioro. Już sam ten fakt czyni z niej w moich oczach osobę niezwykłą która swoim życiem pogroziła palcem oprawcom uzmysławiając im „Z Krzywonosową nie można wygrać gdyż w miejsce jednego pojawi się dwanaścioro !”.
Rzeczywiście, dla dokumentacji historycznej jest istotny każdy szczegół, chronologia – ale co właściwie miałaby tak precyzyjna dokumentacja ukazać ? Historia nie jest nagraniem z monitoringu lecz opracowaniem jakiegoś faktu dla historii istotnego. Bez przekłamań (co rzadkie), wyrywania kartek, dopisywania czegoś, po prostu : przyczyna – przebieg – skutek. Każda historia jest niepełna, nie zawiera list nazwisk osób znajdującymi się za ścianami budynków, dokładnej temperatury powietrza, ilości hasających w pobliżu szczurów, typu chmur. Już sam ten fakt czyni historię nauką mało ścisłą. Każde uzupełnienie jest cenne ale czy każde jest niezbędne ? Historia ma zachować pamięć potomnym, aby ci nie musieli odtwarzać swoich korzeni od podstaw. Jakie znaczenie dla historii ma to czy Wałęsa szczał czy nie szczał do chrzcielnicy ? Jakie znaczenie ma to czy ukradł w młodości rower ? Jakie znaczenie ma to że bliźniacy kaczyńscy rzucali się kamieniami na podwórku ? Czy dla pełnej historii Solidarności należy wykazać ilu członków podglądało swoją mamę w kąpieli ? Ilu upiło się i dało plamę na którejś randce ?
Zmuszenie IPN-u do poszukiwania takich właśnie treści nie wskazuje potrzeby konstruktywnego wzbogacania kart przeszłości. Wbrew pozorom nie jest wynikiem politycznego zapotrzebowania gdyż politycznie użyteczne perełki można bez gwarancji sukcesu jedynie wyławiać! To co jawi się podstawą tego typu zainteresowania to niezrozumiała dla mnie awersja do tzw. legend. Mamy do czynienia ze zjawiskiem typowo psychologicznym, w którym osoba niedowartościowana w celu samo-pokrzepienia stara się doszukać luk w biografiach tych dowartościowanych. Bardzo łatwo w tym dziele zmienić się w policjanta drogówki który zaczyna bardzo dokładnie przyglądać się zatrzymanemu samochodowi myśląc „nie ma samochodu bez wad”.
Czym jest jednak legenda dla mnie a czym dla kaczyńskiego ?
Legenda – kiedy jest osobą – w moim rozumieniu wyznacza cel osobistego doskonalenia. Jej ludzkie wady uzmysławiają mi że cel jest osiągalny co motywuje jeszcze bardziej. Co mogłoby mnie skłonić do tego aby legendę zniszczyć ? Zasadniczo uważam że legendy są niezniszczalne. Legenda to przecież aura ludzkiej wdzięczności i szacunku roztoczona nad daną postacią. Jak walczyć z taką materią ? Wiem jedno : od najlepszego utworu muzycznego na świecie można stworzyć lepszy, od najwyższej budowli można wznieść jeszcze wyższą. Ale podważać legendarność ? To tak jak obniżać poprzeczkę własnych przyszłych dokonań zaś starać się legendę zniszczyć to znaczy nie mieć w ogóle ambicji.
Przyglądając się kaczyńskim i ludziom skupionym wokół pis zaczynam wierzyć w istnienie ambicji negatywnej, destrukcyjnej. Kiedyś zbudowałem igloo. Wieczorem podszedł do niego kilkunastoletni gamoń i zaczął je obracać w ruinę. Stałem osłupiały. Dopiero po chwili mój znajomy zareagował „Wyp… sk..”. Gamoń dał drapaka. Dlaczego ? – zastanawiałem się. Jeszcze kilka godzin temu igloo było centrum zabaw dzieciaków. Sam o takim marzyłem będąc dzieckiem. Wiem także że podziwiałbym taką budowlę gdyby nie była mojego autorstwa. Co realizuje niszczenie ? Jaką wewnętrzną potrzebę ? Ilekroć coś zniszczyłem było to moje własne dzieło. Uczestniczyłem w ‘młodzieńczych demolkach po kilku winach’ ale tłumaczyłem to sobie niczyjością obiektów, państwowością, rujnowaniem tego co i tak jest w ruinie. Dorobek „indywidualny” kogoś obcego stanowił dla mnie tabu. Oceniałem jedynie to czy byłbym w stanie danego dzieła dokonać. O ile progi były zbyt wysokie lub pracochłonne poprawiałem sobie samopoczucie zrobieniem czegoś w czym byłem/jestem dobry. Nie każdy przecież musi wygrać wybory miss polonia, być najszybszym jeźdźcem lub największym bokserem.
Być może kaczyńskiemu brakuje świadomości siebie samego ? Nie urosnę 50 centymetrów wzwyż, nie zniżę wagi do 40 kg, nie stanę się kobietą – czy on nie posiada takiej świadomości ? Pewne środowiska witają mnie miło inne stronią ode mnie. Ba ! Nie miałem łatwego życia gdyż ci którzy stronili ode mnie byli często obiektem mojej fascynacji ! Czas okazywał się najlepszym lekiem. „Nie doceniacie mnie ? To ja wam pokażę”.
To typowo polskie założenie sprawiło iż ci „wielcy nieosiągalni” zauważali wreszcie moją postać. Przestawali tracić komfort w mojej obecności. Czułem że wnosząc coś do danej wspólnoty uzupełniałem ją. Zaczynałem pojmować że stanie się kimś w jakiejś grupie nie może się oprzeć wyłącznie na tym że uważam iż jestem tej grupie niezbędny, że takowa społeczność o niczym innym nie marzy jak o samo-uzupełnieniu się o tak znamienitą postać jak ja. Porażki sprowadzają na ziemię, są gorzkie ale uczą. Uznawałem owe porażki za boski test mojej wytrwałości. Przyjąłem za zasadę życiową to że los wystawi na próbę moje zaangażowanie chcąc odpowiedzieć sobie na pytanie czy jestem wart jego przychylności. Dowiedziałem się że dociskanie skruszy każdą przeszkodę.
Czego brakuje kaczyńskiemu skoro zdecydował się niszczyć tych którzy weszli w posiadanie dóbr które on sam chciałby posiadać ? Czy nie jest wyzwaniem – żyjąc wśród setki bogatych złodziei pokazać że można dorobić się uczciwie ? Czy żyjąc wśród mitów nie jest wyzwaniem samemu stać się mitem większym ?
Czy to takie trudne ? Czasem odnoszę wrażenie że jaranie szlugów w MKSie w Gdańsku zapewniłoby dziś posadę ministerialną czy choćby fotel w senacie. Dziś znacznie trudniej o mit ale to także świadomość iż mit zbudowany dzisiaj byłby stokroć silniejszy. Czy Jarosław chce być za wszelką cenę Borusewiczem ? Lisem ? Wałęsą ? To se ne wrati. To obłęd.
Zgodzę się z tym że uznanych za wielkich często gubi pycha, że zapominają o tych na których barkach osiągali dobra i zaszczyty i to wkurza. Ale żeby podważać wszelkie ich zasługi ? To co wyprawia kaczor w całokształcie zmierza ku temu aby oprócz wniosku iż Wałęsa na zlecenie SB obalił komunę to dodatkowo uznać iż kaczor i wszyscy skupieni w Solidarności wspierali SB.
Wiem że trochę wyolbrzymiam ale jak inaczej rozumieć atak historyczny na Krzywonosową w zastępstwie konkretnego odniesienia się do jej zarzutów ? Co ma pisowska przeszłość Borusewicza do krytyki prezesa ? Na zamykanie ust sposób dobry ale czy można w ten sposób zmienić czyjś punkt widzenia ?
To co wyprawia prezes obnaża druzgocący dla niego fakt : brak argumentów i własnego autorytetu. Zamiast walki o własne dobre imię uznał ludzi za śmieci i rozpoczął batalię mającą przekonać ich do tego że jego paranoiczny obraz jest prawdziwy. My żyjemy prezesie. Świat nie słucha twoich opinii na temat wielkości twoich sił sojuszniczych. Skoro Pieronek wyparł się ciebie, skoro wyparł się ciebie Migalski oznacza to że kończy się twój czas. Tracisz swoje żelazne zaplecze. Popierają cię już jedynie watahy fanatyków spod pałacu, zadymiarze ze związków nie mający zarówno ze stoczniowcami jak górnikami niczego wspólnego o samej Solidarności już nie wspominając. Oni nie tworzą historii oni tworzą jej rynsztok. Warto ? Warto miotać się i szarpać ? Fuhrer również wierzył do końca w zwycięstwo tylko że jedna z jego finalnych myśli brzmiał złowrogo „wraz z fuhrerem niech umrze cała rzesza” W zasadzie klęska prezesa pis i jego partii nie wydaje się wcale tak ponurą opcją skoro to my jesteśmy aliantami którzy pukają kolbami do drzwi jego bunkra.
Co pozostaje prezesowi ? Spisać polityczny testament i palnąć sobie w łeb. Może po latach jakieś chordy pisoskinheadów pomachają logiem dawno zapomnianej partii i zaczną tworzyć nową historię przegranego wodza ale to już będzie problem policji a nie Polaków.
LeBon : Idee umierają szybciej niż słowa.
Polsko – przestań żyć przeszłością !
by admin on września.03, 2010, under TRUE
Z niepokojem obserwuję działanie wybijania klina klinem czyli kopanie Jarosława coraz bardziej lśniącym butem Lecha. Mimo iż po śmierci pisowskiego prezydenta zredukowałem swoją opinię na jego temat mając świadomość że obiekt krytyki nie może już niczego zmienić to jednak byłem daleki od wszelkich pokus pudrowania jego wizerunku w jakichkolwiek celach. Ilekroć stawałem się świadkiem tzw. ocieplania postaci L.K. przypominałem sobie rozmowę toczoną na pokładzie samolotu lecącego do Tbilisi. Tam nie było prezydenta-człowieka. Był chory na władzę nadęty buc bezwzględnie podważający panujące procedury. Pamiętam niszczącą lawinę którą Lech Kaczyński skierował przeciw kapitanowi Pietruczukowi.
Nie twierdzę że życiorys L.Kaczyńskiego składał się wyłącznie z błędów i wypaczeń. Jednak nie zamierzam przekreślić żadnego słowa krytyki które wypowiedziałem lub spisałem pod jego adresem. Padające dziś opinie wskazują iż lada moment może okazać się że kwestia budowy pomnika byłego prezydenta stanie się narodową koniecznością. Nie oceniam zasług L.Kaczyńskiego w dziele współtworzenia Solidarności. Oceniam jego prezydenturę której byłem świadkiem. Była to prezydentura najgorsza z możliwych. Nawet jeżeli związkowy dorobek L.Kaczyńskiego był piękną kartą jego historii to jako prezydent ta kartę z…ał.
Nie zwykłem czcić ludzi za to że byli kiedyś niewinnymi dziećmi. Nie zamierzam czcić tych którzy kiedyś w życiu poskładali potrąconego przez samochód zwierzęta. Jesteśmy ludźmi i nie dziwią mnie ludzkie odruchy nawet u kompletnych kanalii. Liczy się jednak całokształt , dorobek, świadomość.
Chrześcijaństwo uczy nadstawiania drugiego policzka, wybaczania wrogom i innych dupereli z których przestrzeganiem ma kłopot 99% wiernych. Jednak we mnie nie było nienawiści. Była gorycz a dziś jest pamięć. Pamięć która służy wspieraniu jednego jedynego celu „Nigdy więcej ludzi pokroju Kaczyńskich u władzy”. Rozmontowywanie pisu czynieniem jednego bubka antagonizmem drugiego jest kolosalnym nieporozumieniem. Czy Lechowi zawdzięczam to w jakim kraju żyję ? Być może. Zawdzięczam mu również projekcję tego w jakim kraju z całą pewnością nie chciałbym żyć.
Nawet jeżeli wszelkie znaki na niebie i ziemi gry politycznej wskazują iż Jarosława można zniszczyć pochwałą Lecha , popularnością pani H.Krzywonos czy ciepłymi opiniami o Migalskim to nie mam zamiaru w tym uczestniczyć. Grajmy uczciwie gdyż to co dzieje się prowadzi do tego że tak o Stalinie jak i Hitlerze można zacząć myśleć ciepło.
Kolejną medialną paranoję umocowano w wydarzeniach ważnych ale nie kluczowych. Kluczowa jest teraźniejszość i Przyszłość. Przeszłość postrzegam pozytywnie – nie muszę jej poprawiać. Nie zamierzam także zmieniać swojego stosunku do tych którzy ową przeszłość na każdym kroku deptali.
Nie zasłużyli na to.
Nekrobiznes wyborczy – czyli żałoba walcząca
by admin on września.02, 2010, under TRUE
Wszelkie kupczenie emocjami jest ohydne. W tym akurat przypadku związanych zostało zbyt wiele elementów aby rozmontowanie tej obłudy było proste. Dokładam więc własną cegiełkę która być może natchnie kogoś ku temu aby powiedzieć temu procederowi STOP !
Wzbudzeniu współczucia ma sens gdy obiekt współczucia jest widoczny. Wyobraźmy sobie że wdowa lub wdowiec czynnie zajmuje się polityką ale trafił do polityki wyłącznie dzięki wstawiennictwu tragicznie zmarłego promotora. Można powiedzieć że promocja za sprawą tylnych drzwi zostaje wykreślona z listy szans a więc należy szukać nowych rozwiązań. Czy politykującej wdowie lub wdowcowi wypada organizować klasyczną kampanię uśmiechów, baloników i optymistycznych przemówień ? Oczywiście nie. Osoba w żałobie zazwyczaj otacza się ciszą, ogranicza spotkania, oddaje własnym myślom. Jak nietrudno zauważyć tego typu odosobnienie oznaczać może jedynie wyborczą klapę.
Nie sposób poznać i zagłosować na osobę której nie widać. Nawet gdyby takowa wykorzystała wyłącznie plakaty – to wiele wyborczych min mogłoby wydać się niestosownymi a i statystyczne wyborcze serce nie wybiera smutnych, ponurych i zamkniętych. Można powiedzieć że tzw. „klasyczna radosna kampania” dyskryminuje osoby dotknięte tragedią ale powiedzmy sobie równie szczerze że takie osoby nie są najlepszymi kandydatami z wielu różnych powodów np. konfliktu stanu ducha z charakterem organizowanych imprez i spotkań, braku optymistycznej energetycznej werwy itd. itp.
O ile pęd czerpania z władzy jest silny ostatnią deską ratunku okazuje się uczynienie z żałoby narzędzia wyborczego. Brzmi cynicznie ale nie takie rzeczy zdarzały się. Żadna nieupolityczniona telewizja nie zainteresuje się cichym żałobnikiem trudnym do pogodzenia z reklamami. Zresztą jak mawia stare porzekadło : „kiedy radujesz się – cieszą się wszyscy razem z tobą, kiedy płaczesz – płaczesz sam”.
Słyszałem o tym że żałoba może usprawiedliwić odejście z polityki bez pożegnania – co jest również wyjściem z sytuacji – ale jak widać nikt z tej ewentualności nie zamierza skorzystać. To zrozumiałe choć paskudne. Polityka to wielki biznes i przyszłość. Czy można zrezygnować z przyszłości tym bardziej że tylko para prezydencka była ubezpieczona na 3 mln ?
Żałoba może znaleźć się w centrum uwagi niezbędnej do wyborczego sukcesu dopiero gdy stanie się żałobą walczącą. Jako że w Polsce kampania negatywna należy do najbardziej owocnych należy przedstawić żałobę jako skutek działania sił politycznych znajdujących się w drugim narożniku. Znamy to a przynajmniej domyślamy się. Ważne jest stworzenie jak największej liczby makabrycznych domysłów którymi należy podważać racjonalne argumenty przeciwników. Polskie prawo nie dopuszcza ignorowania wniosków składanych w prokuraturze choćby przez notorycznych pieniaczy dlatego nawet najbardziej bzdurne zarzuty muszą być wzięte pod uwagę. Badanie przyczyn katastrofy lotniczej trwa lata a więc i czas na składanie tego typu propozycji jest spory. Każdą nową teorią zainteresują się również nieocenione w procesie wyborczym media. Opowiadanie makabrycznych historii będących wyłącznie wytworem wyobraźni – gdyż nie posiadających żadnych racjonalnych lub umocowanych w dowodach uzasadnień – wywoła przychylenie ucha największych tytułów. Mało tego, do takich domysłów media przyjdą całkowicie za darmo a nawet zapłacą.
Elementem ideologicznym czy jak kto woli motywem przewodnim takiej kampanii może stać się „upamiętnianie”. Ważne aby o upamiętnianiu mówić a nie je realizować. Nieocenione jest stawianie zarzutu władzy iż ta z pobudek politycznych nie chce tego upamiętniania. Aby taki zarzut okazał się wydajnym należy domagać się upamiętniania w miejscach najbardziej do tego celu nieprzystosowanych.
Wiążąc elementy takie jak zmyślanie makabrycznych zarzutów, posługiwanie się szantażem moralnym, domaganie upamiętnień wszędzie tam gdzie możliwe jest rozpętanie zadymy – dają nam zestaw niezbędny do osiągnięcia wyborczej widoczności. Zestaw znacznie przebijający inne formy kampanii także w kwestii oszczędności. Nekrokampania – polski produkt niedowieziony niestety w tym roku na wystawę EXPO.
Ws. promieniowania z linii wysokiego napięcia
by admin on września.02, 2010, under TRUE
Szanowny Panie Kukliński,
Nie jestem ekspertem energetyki czy skutków promieniowania niejonizującego na zdrowie, więc komentuję aspekt polityczny w związku z Pana prośbą o opinię nt. www.kamionki.snap.pl/pse_odpowiedz.htm.
Linia wysokiego napięcia (WN) może zagrażać zdrowiu z powodu istnienia: pól elektrycznego i magnetycznego (PEM), emisji promieniowania o częstotliwości rzędu kiloherz do setek megahertz oraz prądów błądzących w gruncie. Ograniczam się do oddziaływań na ludność pola magnetycznego z linii WN, określanego w jednostkach indukcji magnetycznej (mikrotesla, µT), oraz do odnośnych norm i przepisów. Wytłuszczenia w cytatach są moje, chyba że zaznaczam inaczej.
1 A/m = 1.257 μT
Wnioski
Zaznajomiwszy się z obowiązującymi w różnych jurysdykcjach przepisami i innymi mechanizmami ochrony zdrowia, ze stanem nauki nt. oddziaływań PEM linii WN na zdrowie, oraz z witryną kamionki.snap.pl, sądzę, że protest postępuje słusznie i zgodnie z zasadami demokracji i troski o zdrowie społeczeństwa.
Wobec niewydolności demokratycznego procesu społecznego i politycznego, mieszkańcom wzdłuż projektu PSE pozostaje protest lub wyprowadzka. System nie daje im innej opcji. Rezolucje niezależnych naukowców i rosnąca liczba grup protestu na świecie dowodzą, że troska Wielkopolan o zdrowie oraz protest są uzasadnione, natomiast istniejący system, który odpowiada przed ludnością za ochronę jej zdrowia jest nieefektywny, jeśli nie skorumpowany. Większą skuteczność może mieć skoordynowany protest mieszkających przy liniach przesyłowych WN w całej Polsce.
W połączeniu z planami rozwoju wytwarzania energii elektrycznej „ponad głowami obywateli“, kwestia super-linii przesyłowych domaga się publicznej debaty w ramach całokształtu polityki energetycznej Polski. Debata nie może być demokratyczna ani bezstronna, gdy środowisko naukowe jest zależne od inwestorów w mega-elektroenergetykę, a „wytyczne“ do norm pochodzą z zewnątrz i powstały z udziałem interesów komercyjnych, lecz z pogwałceniem interesu zdrowia publicznego.
Norma normie nierówna
Polska norma jest surowsza niż wytyczne ICNIRP (International Commission on Non-Ionizing Radiation Protection, Międzynarodowa Komisja Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym) dla linii WN, lecz daleko jej do norm bardziej postępowych. Wartość dopuszczalna ICNIRP dla pól magnetycznych na poziomie 100 µT dotyczy krótkotrwałej ekspozycji, lecz większość państw przyjęła próg ICNIRP dla ekspozycji długotrwałej. Światowa Organizacja Zdrowia (ŚOZ) skomentowała na ten temat:
Podczas gdy wytyczne ICNIRP dla ekspozycji na PEM bazują na wyczerpujących przeglądach całej nauki, progi mają zapobiegać skutkom na zdrowie związanym z krótkotrwałą, ostrą ekspozycją. To dlatego, że ICNIRP uważa informację naukową odnośnie potencjalnej rakotwórczości pól skrajnie niskiej częstotliwości za niewystarczającą dla wyznaczenia liczbowych granic ekspozycji.[i]
Wytyczne ICNIRP oparto na wynikach badań do przełomu lat 1997-1998.[ii] Unia Europejska nie uaktualniła zalecenia 1999/519/EC, opartego na wytycznych ICNIRP, mimo że późniejsze badania potwierdzają, iż przebywanie w PEM linii WN może prowadzić do chorób, które statystycznie wiążą się z długotrwałym wystawieniem organizmu na działanie pola magnetycznego setki i tysiące razy słabszego niż 100 µT. Np. w brytyjskiej konsultacji naukowej dla Państwowej Rady Ochrony Radiologicznej (National Radiation Protection Board, NRPB) stwierdzono w 2003 roku:
Potencjalnie, poważne są skutki zdrowotne ekspozycji na ważone czasowo średnie pól magnetycznych częstotliwości energii elektrycznej [poniżej 100 Hz]. Średnie te zawierają się w przedziale 0.2-1.6 μT i przewyższają normalne poziomy w środowisku mieszkaniowym człowieka. Zatem skutki mogą być istotne dla polityki zdrowia publicznego. Niektóre państwa wprowadziły już surowe ograniczenia dla ekspozycji na nowe instalacje stałe, na podstawie znacznie węższych dowodów negatywnych wpływów na zdrowie niż mamy obecnie. Podobne środki należy pilnie powziąć, jeśli Zjednoczone Królestwo nie ma być postrzegane jako nieczułe na skutki na zdrowie osób niedobrowolnie wystawionych na działanie podwyższonych poziomów pól magnetycznych. Idealnym celem powinno być ograniczenie ekspozycji do typowych poziomów w środowisku mieszkalnym, czyli ok. 0,05 μT.
Ponadto, dla istniejących instalacji, szczególnie linii WN, w pobliżu domów, szpitali, żłobków i placów zabaw dla dzieci, należy opracować plan środków zaradczych.[iii]
Nowsze badania potwierdzają zagrożenie. Niezależne gremium naukowe, Międzynarodowa Komisja Bezpieczeństwa Elektromagnetycznego (International Commission for Electromagnetic Safety, ICEMS) pisze w swej Rezolucji z Benevento[iv] z lutego 2006 roku:
Na podstawie naszego przeglądu badań naukowych, skutki biologiczne mogą występować od ekspozycji na PEM zarówno skrajnie niskiej częstotliwości jak i częstotliwości promieniowania. Dowody epidemiologiczne oraz z doświadczeń na organizmach żywych i preparatach biologicznych poza organizmem dowodzą, że ekspozycja na niektóre PEM skrajnie niskiej częstotliwości może zwiększyć ryzyko raka u dzieci oraz wywołać inne problemy ze zdrowiem dzieci jak i dorosłych.
Wobec zebranych dowodów szkodliwości PEM na zdrowie, rezolucja ICEMS zaleca przyjęcie Zasady Ostrożności w przepisach i normach, jako rozsądnego podejścia, stosowanego w decyzjach łączących poważne następstwa z niepewnością naukową:
Zachęcamy rządy do przyjęcia struktury wytycznych dla ekspozycji publicznej i zawodowej na PEM, odzwierciedlających Zasadę Ostrożności, jak to już zrobiły niektóre państwa. Strategie ostrożności powinny bazować na normach dla projektowania i eksploatacji, a niekoniecznie muszą określać liczbowe progi dopuszczalności, ponieważ takie progi można błędnie interpretować jako granice, poniżej których zagrożenie nie może wystąpić.
Innymi słowy, obecna wiedza nie pozwala określić dolnych granic dopuszczalności dla PEM. Być może okażą się jeszcze niższe niż obecnie przyjęte na Zasadzie Ostrożności. Jak więc może być bezpieczna polska norma na poziomie setki razy wyższym niż szacowany naukowo poziom zagrożenia? Może nie chodzi o zdrowie, tylko o użyteczność norm dla przemysłu energetycznego?
Zasada Ostrożności sugeruje, że powinniśmy działać nawet wobec niepewności naukowej oraz domagać się dowodów na brak zagrożenia od zwolenników produktu czy technologii, zamiast dowodów zagrożenia od potencjalnych ofiar. Należy też rozważyć rozwiązania alternatywne i wykorzystać proces demokratyczny, włącznie z zaangażowaniem najbardziej zagrożonych. Podzielam również tę opinię:
W analizach ryzyka to, co nie daje się określić ilościowo […], po prostu pomija się jako nieistotne. To stwarza duże luki w naszym zrozumieniu tematu, a korporacjom i agendom rządowym daje dobrą wymówkę, żeby kontynuować działania, które z powodzeniem mogą zagrażać zdrowiu. [v]
Próg ICNIRP 100 µT, a nawet surowsza wartość dopuszczalna 75 µT (60 A/m)[vi] w normie polskiej, nie chronią zdrowia publicznego. Przykładowo, następujące państwa lub ich wewnętrzne jednostki administracyjne przyjęły bardziej restrykcyjne normy, przepisy i zasady niż polskie: Argentyna, Dania, Hiszpania, Holandia, Izrael, Kostaryka, Luksemburg, Norwegia, Słowenia, Szwajcaria, Szwecja, Zjednoczone Królestwo, Włochy.[vii] [viii] [ix]
Niektóre z tych jurysdykcji określiły progi dla ekspozycji dzieci, najczęściej na poziomie ułamka µT. Inne podały wartość dopuszczalną (rzędu 10-25 µT) na skraju korytarza linii. Pozostałe zakazały budowy linii WN w pobliżu siedlisk ludzkich lub wymagały pasów bezpieczeństwa wzdłuż korytarza, gdzie nie wolno lokalizować osiedli, terenów rekreacji i instytucji dla dzieci. Np. okólnik Luksemburga (Circular 1644, ref 26/94) z 11.3.1994 roku nakazuje nie zatwierdzać pod zabudowę terenów leżących w bezpośrednim sąsiedztwie linii WN.
Ponadto w USA, Państwowy Instytut Nauk Zdrowia Środowiska (NIEHS) zasugerował, by kompanie energetyczne „kontynuowały swą praktykę lokalizacji linii przesyłowych celem zmniejszania ekspozycji oraz poszukiwały sposobów redukcji powstawania pól magnetycznych wokół linii przesyłowych i rozdzielczych“. Kilkanaście stanów w USA wprowadziło to zalecenie w swym ustawodawstwie. Mimo że nie ma w USA norm ani przepisów federalnych na ten temat, to jednak ekspozycje ludności regulują: prawodawstwo stanowe, zarządzenia samorządowe, postępowania komisji ds. przedsiębiorstw użyteczności publicznej oraz nakazy sądowe.[x]
Negacja, bagatelizacja i pomniejszanie znaczenia badań naukowych oraz unikanie opartych na nich norm ostrożnościowych są korzystne dla przemysłu energetycznego, lecz nie dla zdrowia publicznego. Dotychczasowe badania laboratoryjne i epidemiologiczne dostarczyły dość dowodów naukowych, żeby ostrożnościowo zacząć zapobiegać nadmiernym emisjom z nowych instalacji oraz podejmować środki zaradcze dla linii istniejących.
Analogie
Podobnie ciągną się decyzje przeciw zmianie klimatu. Setki naukowców Międzynarodowego Forum nt. Zmian Klimatu (IPCC) ostrzegły w 1990 roku, że w wyniku emisji gazów cieplarnianych przez człowieka, do końca XXI wieku średnia temperatura może podnieść się o 3° C, a poziom oceanów o 0,65 m. W 2001 roku IPCC prognozowało podobnie i potwierdziło winę człowieka z prawdopodobieństwem 66%. W najnowszym raporcie, IPCC przewiduje zakresy 1,8 – 4° C i 0,18 – 0,59 m oraz wpływ człowieka z prawdopodobieństwem 90%. Przez 16 lat prawdopobieństwo znacznie wzrosło, a przewidywane skutki nie zmieniły się tak, żeby żałować decyzji, jeśli podjętoby je w 1995 roku, kiedy IPCC zaleciło rządom zdecydowaną redukcję globalnych emisji CO2.
W 1996 roku pisałem w raporcie dla ministerstwa transportu prowincji w Kanadzie o polityce redukcji emisji gazów cieplarnianych: „Niektóre grupy przemysłowe stosują taktykę negacji, żeby chronić interesy korporacyjne. Wśród niektórych rządów i ich doradców krąży błędne rozumienie spowodowane niepewnością naukową, ze szkodą dla skutecznych decyzji.“ Przemysł odrzuca informacje, jeśli nie są 100% pewne: „Na tej podstawie, na Szczycie Klimatycznym w Berlinie w 1995 roku lobbyści przemysłu węgla i ropy sprzeciwili się wzmocnieniu Ramowej Konwencji nt. Zmiany Klimatu. Wobec cięć budżetowych, wiele rządów nie jest w stanie podążać [za wynikami badań] ani analizować kontr-argumentów przemysłu. Dlatego decyzjom przewodzi błędne rozumienie, niekiedy poparte interesami przemysłu […] Brak zdecydowanych działań tłumaczy się niepewnością naukową.“[xi]
W tym samym raporcie opisałem Zmyłkowców.[xii] Lobbing dla przemysłu sponsoruje Zmyłkowców lub podziela ich poglądy, gdy pasują interesom korporacyjnym. Publiczności brakuje wiedzy, więc w szeregu tematów ochrony środowiska i zdrowia, początkowo korporacje zaprzeczały, że jest problem. W miarę gromadzenia dowodów naukowych i oburzenia publicznego korporacje straszyły bezrobociem, a rządom przypominały o utracie wpływów z podatków. Opóźnienie działań uzasadniały niepewnością naukową. Kiedy dostały niezbite dowody, załatwiły sobie ustępstwa i zwolnienia prawne. Jeśli to zawiodło, zdjęły w końcu z półki „niekonkurencyjne“ innowacje.
W kwestii „dziury ozonowej“. Greenpeace próbował przekonać największych niemieckich wytwórców lodówek, żeby zastąpili szkodliwy CFC mieszanką butanowo-propanową. W odpowiedzi, wytwórcy rozpowszechnili zagrożenie wybuchem mieszanki. Kiedy mała wytwórnia zaczęła stosować mieszankę w lodówkach, giganty zrobiły to samo, zbierając pochwały za ekologiczną postawę. Podobny trend widać np. w Holandii, gdzie surowe przepisy przeciw PEM z linii WN zmusiły kompanie do stosowania nowych rozwiązań. Ze wzrostem popytu na nie, nowe technologie stają się konkurencyjne względem starszych, niezdrowych.
Drastyczny przykład kolaboracji naukowca w interesach przemysłów wyszedł po śmierci brytyjskiego badacza, Richarda Dolla, który w latach 1950-ych znalazł związek raka płuc z paleniem papierosów. Niestety, w grudniu 2006 roku opublikowano, że Doll pobierał duże sumy od przemysłu. Przez 20 lat był opłacany przez korporację Monsanto i inne. Doll oświadczył przed komisją badającą Agent Orange produkcji Monsanto, że nie ma dowodu na związek tego środka chemicznego z rakiem ani zniekształceniami genetycznymi. Nie ujawnił, że dostawał wtedy od Monsanto 1500 USD dziennie. Dioksyna, domieszka w Agent Orange, jest niebezpieczną substancją rakotwórczą.
Podobnie Monsanto lansowało bezpieczeństwo żywności modyfikowanej genetycznie i innych produktów. Korporacja niszczyła kariery naukowców, którzy odkryli problemy z produktami Monsanto. Kiedy dr Arpad Pusztai wykazał, że karmienie szczurów ziemniakami genetycznie modyfikowanymi wstrzymuje rozwój i szkodzi systemowi odpornościowemu i narządom, zwolniono go z pracy, nakazano zdać dane i zagrożono sprawą sądową, gdyby ujawnił temat.[xiii]
Brytyjska niezależna grupa badawcza nad skutkami promieniowania jonizującego o niskim natężeniu LLRC (Low Level Radiation Committee), skrytykowała pracę[xiv] Dolla i współpracowników, gdy on żył i mógł się wybronić. Praca ta przekłamała wyniki badań nad białaczką u dzieci w pięciu państwach skandynawskich w okresie atmosferycznych prób broni nuklearnej. Referat opublikowano akurat na brytyjską rozprawę sądową nt. białaczki u dzieci. Od tamtego czasu praca ta jest główną podporą twierdzenia przemysłu atomowego, że zagrożeń od promienowania jonizującego nie oszacowano zbyt nisko.
Tymczasem wniosek jest fałszywy. Badacz z LLRC, Chris Busby pisze: „badania te mają poważne wady […] wyniki przedstawiono tendencyjnie. Streszczenie […] wyciąga nieprawidłowe wnioski i nie wymienia zmiany, jaka zaszła w zestawie danych w połowie badań. Mimo to badania pokazują jednak podwyższone zagrożenie“.[xv] W 1995 roku Busby poprosił autorów artykułu o surowe dane, lecz one rzekomo zaginęły. Praca Dolla i współpracowników nie zacytowała dwu referatów z lat 1980-ych, które pokazały znaczny wzrost przypadków białaczki w Danii w okresie prób nuklearnych. We wczesnej części badanego okresu system rejestracji przypadków raka istniał tylko w Danii.
W pozostałych 4 państwach zaczęto zbierać dane dopiero po opadach z prób atmosferycznych. Komasacja grup to podstawowy błąd, nie pozwalający porównać z sytuacją przed ekspozycją. Zaludnienie Danii jest małe, więc skutki widoczne w duńskich danych „rozmyły się“ po skomasowaniu z danymi pozostałych państw. Ekspozycje różniły się między państwami, więc różnice czasowe w występowaniu skutków także „znikły“ w wyniku komasacji.
W 2003 roku Busby złożył skargę do dyrektoratu nadzoru kwalifikacji w Brytyjskim Związku Medycznym, a do Duńskiego Komitetu ds. Badań Nieuczciwości Naukowej napisał: „Wierzę, że jest to co najmniej przypadek poważnej stronniczości, a być może oszustwa naukowego.“ Współautorka Dolla, Sarah Darby dostarczyła w końcu „zaginione“ dane. Kompletny zestaw danych przysłał niezależnie Duński Rejestr Raka. Z danych wynika, że w Danii znacznie wzrosła zachorowalność na białaczkę u dzieci po próbach atomowych w atmosferze.
Zwolennicy Dolla twierdzą, że źródła jego finansowania były „szeroko znane“. Jednak ofiary produktów i korporacji, których Doll bronił nie wiedziały o tym, a jego oświadczenia sądowe pomogły oczyścić winnych z zarzutów o produkcję substancji rakotwórczych. Doll ocalił miliony osób od raka płuc, lecz poświęcił miliony ludzi, którzy zmarli na raka z przyczyn, które on, opłacany przez przemysł, wybraniał przed sądami i na forach naukowych.
Wiadomo, że naukowcy zatrudnieni oficjalnie przez korporacje mówią i piszą to, co każą im przełożeni. Przypadek Dolla świadczy, że na listach płac korporacji są też „niezależni“ naukowcy. To jest bardziej niebezpieczne społecznie, bo publiczność przywiązuje o wiele większą wagę do badań niezależnych.
Jakie normy, taka Rzeczpospolita
Zwłoka w zaostrzeniu normy dla linii WN odbija się negatywnie na ludności zlokalizowanej wzdłuż linii, jak i na inwestorach. Mieszkańcy w perspektywie długoplanowej ryzykują zdrowie swoje i dzieci oraz narażają się na hałas, wizualną intruzję i zakłócenia radioelektryczne. Wartość ich nieruchomości spadnie w porównaniu z posesjami, których te wpływy nie dosięgną. Konflikty jak ten w Wielkopolsce narażają PSE na dodatkowe koszty administracyjne i zwłokę. Istnieją opcje – trasowa i technologiczna, które zmniejszyłyby koszty społeczne, lecz inwestorzy nie kierują się rachunkiem społeczno-ekonomicznym. Do zmiany praktyki może ich skłonić nowa norma i przepisy. Do tego czasu będą konflikty i protesty.
Rozmaitość norm dla PEM w państwach UE tworzy społeczeństwa-ofiary. Jurysdykcje ze słabymi przepisami przyciągają linie WN: mając wybór, inwestor wybierze trasę przez teren jurysdykcji „łagodnej“. Protestujący mają więc rację, że nie chcą być ofiarą obcych rynków energii.
Anomalie w przepisach nt. wytwarzania energii też mogą wpłynąć na lokalizacje elektrowni niebezpiecznych dla zdrowia. Greenpeace ogłosił 9.1.2007 roku, że „ponad głowami społeczeństw krajów bałtyckich i Polski“, polski rząd „planuje wesprzeć niebezpieczną i nieopłacalną inwestycję“ siłowni atomowej w Ignalinie na Litwie:
PSE SA, spółka w całości należąca do skarbu państwa, planują wydać do 4 mld złotych na udział w tym projekcie. Tymczasem jedna czwarta tej sumy wystarczyłaby, by zrealizować cele postawione w przyjętej przez Polskę „Strategii rozwoju odnawialnych źródeł energii“,[xvi] do czego rząd jest zobowiązany […] te same pieniądze publiczne zainwestowane w energię odnawialną dałyby nie tylko o 166% energii elektrycznej więcej, ale także dodatkowe korzyści” w postaci energii cieplnej i 5 tys. miejsc pracy […] Greenpeace uważa próbę wyłączenia społeczeństwa z procesu podejmowania decyzji w tak ważnej sprawie za naruszenie demokratycznych reguł funkcjonowania państwa. Plany tej inwestycji to według ekologów także przykład niegospodarności i krótkowzroczności polskich władz i powinny one zostać jak najszybciej porzucone.
Inwestycje w super-sieci przesyłowe bez uprzedniej nowelizacji przepisów ograniczających ekspozycje ludności na PEM także gwałcą reguły demokracji, faworyzując niezdrowe i kosztowne mega-rozwiązania. „Łagodne“ dla inwestora poziomy PEM dopuszczalne dla linii WN dyskwalifikują, na zasadzie nieopłacalności, zdrowsze choć droższe technologie przesyłowe oraz rozproszone systemy wytwarzania energii elektrycznej (np. kogeneracja geotermalna i biomasowa, małe zapory, generatory wiatrowe i fotowoltaiczne), które nie wymagają gigantycznych sieci przesyłowych, łączących mega-elektrownie z odbiorcą. Grupa osób publicznych podkreśliła niekonkurencyjność i aspołeczność mega-energetyki:
planując budowę elektrowni atomowej w Polsce, trzeba uwzględnić ogromne koszty rozbudowy sieci elektroenergetycznej w kraju. W Polsce nie ma takiego miejsca, gdzie można by przyłączyć od 1600 do 3200 MW mocy. Potrzebne są więc dodatkowe gigantyczne inwestycje w sieci przesyłowe i infrastrukturę energetyczną. Poza tym budowa linii najwyższych napięć w Polsce nie uzyska łatwo akceptacji społecznej, z uwagi na zagrożenie zdrowia potężnym promieniowaniem elektromagnetycznym w środowisku człowieka.[xvii]
Mieszkańcy protestują, bo nie mają bezpośredniego wpływu na prawodawstwo, przepisy ani decyzje inwestycyjne. Żenujące są wypowiedzi Dyrektora Tadeusza Ruszczykowskiego z PSE na temat oddziaływania PEM oraz jego manipulacje, których szereg Pan zdemaskował, będąc laikiem w tej dziedzinie. Próby zdyskredytowania Pańskiej działalności i skłócenia protestującej społeczności przez PSE są wymowne.
Kancelaria Prezydenta Rzeczpospolitej zepchnęła spór z powrotem na płaszczyznę mieszkańcy-inwestor, zamiast skierować sprawę na tor prawodawczo-wykonawczy w rządzie. Podważa to zaufanie obywateli do systemu władzy. Zdesperowani Wielkopolanie szukają więc poparcia u władz kościelnych, w Parlamencie Europejskim i wśród naukowców za oceanem – fakt godny ubolewania, ale nie można za ten absurd winić protestujących.
Niezależni naukowcy?
Polskie Towarzystwo Badań Radiacyjnych im. Marii Skłodowskiej-Curie (PTBR) nie domaga się nowelizacji polskich przepisów dotyczących ekspozycji na PEM, mimo że odpowiedzialność za taki lobbing spoczywa na środowisku naukowym. Projekt rezolucji[xviii] PTBR z 5.12.2006 roku uspokaja, że Polska ma wyższe wymagania niż te w USA. Aktualnie, USA nie ma norm federalnych dla PEM z linii WN, a prawodawstwo stanowe i samorządowe oraz przepisy w szeregu stanów przewyższają polskie wymagania. Porównanie z USA jest więc nieporozumieniem. Być może to tłumaczy opieszałość polskiej normy w stosunku do bardziej zaawansowanych odpowiedników. Należałoby obserwować proponowaną współpracę Głównego Inspektoratu Sanitarnego z Komisją ds. Problemów Bioelektromagnetycznych PTBR.
PTRB twierdzi, że obowiązujące w Polsce procedury dotyczące pozwolenia na budowę „w założeniu zapewniają dotrzymanie normatywów ochrony ludzi i środowiska przed negatywnym wpływem PEM“. PTBR powołuje się na dane naukowe z 2002 roku, opracowane „stosunkowo niedawno“ i zapewniające „duży margines bezpieczeństwa“. W oparciu o znacznie wcześniejsze badania, państwa dbające o zdrowie swych obywateli już przedtem przyjęły znacznie surowsze standardy niż obecne polskie. Postęp nauki od 2002 roku świadczy, że „stosunkowo niedawno“ jest już dość dawno względem nowych badań potwierdzjących zagrożenia, a „duży margines bezpieczeństwa“ jest niedorzeczny przy setki razy wyższym poziomie dopuszczalnej ekspozycji niż zalecają niezależni badacze.
PTBR przyznaje, że wobec bardzo szybkiego postępu wiedzy „konieczna jest okresowa weryfikacja wartości normatywnych uwzględniająca aktualne dane naukowe.“ Czy po zapewnieniach o adekwatności istniejących norm można się spodziewać akcji na rzecz nowelizacji przepisów? Polskie gremia naukowe nie zdołały przełożyć wniosków naukowych na potrzeby społeczeństwa.
Czyżby „krytyczne przeglądy piśmiennictwa“ przez PTBR na internecie (który nie jest przecież recenzowanym forum naukowym) również miały służyć ochronie interesów przemysłu? Prostowanie nieścisłości, w dużym stopniu niezamierzonych z powodu braku specjalistycznej edukacji u autorów, jest niemożliwe do kompletnego wykonania przez PTBR. Trzeba wpierw uznać, że tego rodzaju dezinformacja jest odpowiedzią społeczną na dezinformację naukową przez zwolenników przemysłu. PTBR powinno skupić się na rzetelnym przekazywaniu aktualnej informacji naukowej w języku zrozumiałym dla publiczności oraz na lobbingu za zmianami przepisów dla zdrowia publicznego.
O wpływie przemysłu na naukowców świadczy wypowiedź mieszkanki na wideo protestujących.[xix] Jej znajomi pracownicy naukowi z Politechniki Poznańskiej poza kamerą potwierdzali zagrożenie dla zdrowia. Odmówili jednak wystąpienia publicznego z obawy o utratę finansowania swych badań przez PSE.
Rezolucja ICEMS z 2006 roku sugeruje wpływ przemysłu energetycznego na naukowców i specjalistów. Stwierdza ona, że fundusze na zbadanie zagrożenia zdrowia publicznego są „rażąco niewspółmierne“ w stosunku do szybkiego wzrostu telekomunikacji bezprzewodowej i ogromnych inwestycji w linie WN, podczas gdy istniejące źródła finansowania „wpływają stronniczo na analizy i interpretacje wyników badań naukowych, odrzucając dowody na możliwe zagrożenie zdrowia publicznego.“
Czy z tego powodu projekt rezolucji PTBR dalece odbiega od rezolucji ICEMS, odnośnie przyjęcia Zasady Ostrożności do czasu przebadania wyłaniających się dowodów na potencjalne zagrożenie?
Broszura dezinformacyjna
Wśród kwestii, które Pan zdemaskował w dyskusji z Dyr. Ruszczykowskim, najbardziej chyba karygodną jest rozprowadzanie broszury ProLinea[xx] wśród ludności. Broszura razi stronniczością oraz przemilcza i fałszuje ważne informacje. Byłaby ona pierwszym kandydatem na proponowaną przez PTBR skrutynizację literatury. Znając fakty, ludność nie zgadzałaby się na przeciąganie linii w pobliżu ich osad i nie osiedlałaby się w pobliżu linii istniejących. Przygotowanie i rozpowszechnianie broszury to dezinformacja, która może manipulować postawami mieszkańców, z potencjalnym narażeniem ich zdrowia. Sprawą powinien zająć się prokurator.
W przygotowaniu broszury wzięli udział naukowcy, którym powinny być znane aktualne wyniki badań jak i przepisy innych jurysdykcji. W 2005 roku, kiedy wydano broszurę, polskie przepisy nt. ekspozycji ludności na pola magnetyczne nie należały do najostrzejszych i było wiadomo, że skutki oddziaływań pól magnetycznych wokół linii WN na zdrowie mogą być poważne. Broszura zniekształca obie kwestie. Przykłady:
- Już na początku broszura koi kłamstwem o eliminacji nawet prawdopodobnych zagrożeń: „Budując nowe i modernizując dotychczas pracujące linie i stacje elektroenergetyczne, skutecznie eliminuje się wszystkie uciążliwości i zagrożenia, nawet te, które nie są udowodnione, a zaledwie prawdopodobne.“
Istniejące, starsze linie stanowią zagrożenie, a nowe i zmodernizowane – nie? Powinniśmy zatem popierać rozwój linii? Broszura równie kojąco podaje podstawę norm do rozwoju linii na poziomie zalecanym przez ICNIRP (s. 23 – 26). Przemilcza natomiast normy i mechanizmy prawno-administracyjne do egzekwowania poziomów znacznie niższych niż 100 µT.
- Tabela na s. 25 nie ujęła jurysdykcji o normach i przepisach bardziej rygorystycznych niż polskie. Powinniśmy się chyba porównywać z najlepszymi? Można równie dobrze „udowodnić“, że polska norma należy do klubu najgorszych, wstawiając do tabeli kilka jurysdykcji wzorcowych.
Tabela zawiera mylące informacje odnośnie kilku państw. Zjednoczone Królestwo ma limit 100 µT od marca 2004 roku. 1600 A/m (1280 µT) był limitem w poprzednich wytycznych NRPB. Szwajcaria ma limit 1 µT od 1999 roku. Włochy ustaliły od 2003 roku: 10 µT dla istniejących linii, 3 µT dla nowych linii. Trzy włoskie prowincje przyjęły jeszcze niższy próg dopuszczalny 0.2 µT: Toscana i Veneto w 1999 roku, Emilia-Romagna w 2000 roku. Dobierając tendencyjnie i myląco przykłady do porównania z Polską, tabela dezinformuje. Nie ma usprawiedliwienia, że w roku wydania broszury (2005) autorzy i doradcy nie znali stanu przepisów na Zachodzie.
- W dyskusji norm nt. składowej elektrycznej pola (s. 24) autorzy wnioskują, „że polskie przepisy, dotyczące ochrony przed oddziaływaniem pól elektromagnetycznych, należą do jednych z najbardziej rygorystycznych.“ (wytłuszczenie w broszurze, podkreślenie moje)
Wniosek bezpodstawnie rozszerzony na pola magnetyczne może zwieść czytelnika.
- Broszura podkreśla, że „w otoczeniu wszystkich krajowych linii przesyłowych i stacji elektroenergetycznych natężenie pola magnetycznego w miejscach dostępnych dla ludzi jest mniejsze od wspomnianej wartości dopuszczalnej: 60 A/m.“
Należy raczej podkreślić, że wartość ta przekracza setki razy poziom podejrzewany naukowo jako ryzykowny. Wartość dopuszczalna z takim „zapasem“ skłania do budowy coraz potężniejszych linii. Nieadekwatny dla ochrony zdrowia dla linii o słabszych PEM, limit będzie tym bardziej niewystarczający dla większych linii.
- Autorzy piszą na s. 23: „Mimo, że badania dotyczące zagadnień oddziaływania na organizmy żywe pól elektromagnetycznych 50 Hz o niewielkiej intensywności trwają od wielu lat, to nie udało się dotąd jednoznacznie ustalić, jaki wpływ na organizm człowieka ma przebywanie w obszarze ich oddziaływania.“
Brak jednoznacznych ustaleń nie oznacza, że nie stwierdzono ujemnych skutków. Przepisy ostrożnościowe wprowadzono właśnie z powodu stwierdzonego ryzyka uszczerbku dla zdrowia, mimo że mechanizmy biologiczne pozostają niewyjaśnione.
- Autorzy zapewniają o adekwatności przepisów: „Uznając jednak za dostatecznie przebadane efekty oddziaływania pól o znacznych natężeniach, wiele krajów podjęło działania zmierzające do ograniczania przebywania ludzi w zasięgu silnych pól elektromagnetycznych […] określono największe dopuszczalne wartości pól, w których można przebywać bez obawy o swoje zdrowie. Oznacza to, że za całkowicie bezpieczne dla zdrowia ludzi uznaje się przebywanie w polach o wartościach niższych niż dopuszczalne podane w przepisach.“
Fakt istnienia przepisów w licznych jurysdykcjach, które dopuszczają dziesiątki lub setki razy mniejsze poziomy ekspozycji niż 100 µT oznacza, że broszura faworyzuje normy niebezpieczne. Organizmy ludzkie nie różnią się wiele między państwami, więc tak wielka różnica między normami świadczy, że niektórzy zasługują na ochronę zdrowia bardziej od pozostałych.
- Następny akapit na s. 23 twierdzi, że we Francji, Szwajcarii i Kanadzie, „gdzie linii napowietrznych najwyższych napięć jest wielokrotnie więcej niż w Polsce, nie wprowadzono przepisów“ ponieważ uznano, że pole elekromagnetyczne występujące wokół linii napowietrznych nie powoduje szkodliwych efektów dla zdrowia i życia ludzi.“
Francja wprowadziła limit 100 µT w 2001 roku, Szwajcaria – 1 µT w 1999 roku. Spośród tych trzech państw, tylko Kanada nie ma formalnych przepisów, ale kompanie nie mają tam wolnej ręki, co ilustrują liczne przykłady.[xxi] [xxii]
- Broszura podaje na s. 21 – 22: „Wielokrotnie wykonywano badania doświadczalne w polach elektrycznych i magnetycznych o najwyższych natężeniach, jakie spotyka się w otoczeniu linii przesyłowych i nigdy nie udało się w takich warunkach wywołać jakichkolwiek zmian w organizmach żywych, nie mówiąc już o jakimkolwiek pogorszeniu stanu ich zdrowia, nawet po przebywaniu w polach przez całe życie.“
Informacja kłóci się z z wnioskiem niezależnej grupy naukowej ICEMS z 2006 roku: „Dowody epidemiologiczne oraz z doświadczeń na organizmach żywych i preparatach biologicznych poza organizmem dowodzą, że ekspozycja na niektóre PEM skrajnie niskiej częstotliwości może zwiększyć ryzyko raka u dzieci oraz wywołać inne problemy ze zdrowiem dzieci jak i dorosłych.“ Podobny wniosek wysnuła rezolucja grupy-poprzednika ICEMS w Catanii we wrześniu 2002 roku: „Dowody epidemiologiczne oraz z doświadczeń na organizmach żywych i preparatach biologicznych poza organizmem dowodzą istnienia skutków spowodowanych przez PEM. Niektóre z nich mogą być szkodliwe dla zdrowia.“[xxiii]
- Budując na swym samowolnym wniosku, broszura powołuje się na jakąś „większość“: „Znakomita większość specjalistów z tego zakresu uważa zatem, że pola elektryczne i magnetyczne o częstotliwości 50 Hz i natężeniach, które występują w otoczeniu linii napowietrznych najwyższych napięć 220 – 400 kV oraz stacji elektroenergetycznych nie stanowią żadnego zagrożenia dla otoczenia i dla ludności.“
Od kiedy nauka jest przedmiotem „głosowania“ większościowego? Ilu z tych „specjalistów“ jest naprawdę niezależnych?
- Wg autorów broszury (s. 22), wyniki badań epidemiologicznych z lat 1979 – 2004 „okazały się niejednoznaczne“: „wieloletnia praca lub przebywanie w zasięgu pól magnetycznych nie powoduje mierzalnego obniżenia stanu zdrowia badanej grupy ludzi“, lecz w „niektórych“ z badań stwierdzono „niewielki wzrost ryzyka zachorowania na pewne rzadkie postacie nowotworów. Wspomniany niewielki wzrost ryzyka, lepiej lub gorzej udokumentowany, stwierdzono w prawie 40% wykonanych badań natomiast w pozostałych analizach takiego zjawiska nie potwierdzono.“
Czyli 40% badań epidemiologicznych w latach 1979 – 2004 wykazało „niewielki wzrost ryzyka zachorowania“ na „pewne rzadkie postacie nowotworów“, a pozostałe – „bardzo niewielki wzrost“ lub żadnego wzrostu ryzyka na jakikolwiek rodzaj nowotworu? To jest chyba „mierzalne obniżenie stanu zdrowia badanej grupy“, bo skoro stwierdzono wzrost ryzyka zachorowania w 40% badań, to musiano mierzyć stan zdrowia. Po takiej gimnastyce słownej, trudno oczekiwać zaufania w rzetelność broszury.
- Broszura sugeruje na s. 23, jakoby różnice w wynikach badań doświadczalnych „spowodowały jednak, że w przepisach różnych krajów wartości dopuszczalne natężenia pola elektrycznego i magnetycznego nie są jednakowe.“
Przyczyna jest raczej polityczna. Państwa z tradycjami rozsądku społeczno-politycznego, gdzie człowieka ceni się ponad interesy przemysłu, mają ostre normy i przepisy.
Instytucje międzynarodowe
Broszura PTBR powołuje się na autorytet „wyspecjalizowanych instytucji międzynarodowych“: IRPA, ICNIRP i CENELEC. Obraz zmieniłby się, gdyby broszura pokazała niezależne krytyki. Wśród nowszych opinii, które kwestionują stanowiska organizacji międzynarodowych, są przeglądy specjalistów z niezależnej grupy brytyjskiej, Human Radiation Effects Group. Jej Profesorowie Henshaw i O’Carroll zaopiniowali aspekt PEM z linii WN w wersji roboczej raportu dyrektoratu ochrony zdrowia i konsumenta w Komisji Europejskiej:
Dokument w obecnej formie przedstawia jedynie cząstkową dyskusję skutków na zdrowie związanych z ekspozycją na PEM […] Dokonano kilku stwierdzeń, które uważalibyśmy za nieuzasadnione w świetle informacji dostępnych w recenzowanych publikacjach naukowych nt. oddziaływań PEM na zdrowie […] w spisie literatury brakuje kilku kluczowych badań epidemiologicznych i laboratoryjnych […] Podsumowując, opracowanie […] wymagałoby sporo dodatkowej pracy, zanim zostałoby ono opublikowane w końcowej formie.[xxiv]
Na zaproszenie brytyjskiej Państwowej Rady Ochrony Radiologicznej (NRPB, National Radiation Protection Board), dr Roger Coghill z grupy badawczej bioelektromagnetyzmu, Coghill Research Laboratories, tak zaopiniował projekt norm[xxv] NRPB: „Wytyczne, standardy i granice przyjmowane obecnie na Zachodzie bazują na kiepskiej nauce i mają na nie wpływ względy komercyjne, a nie biologiczne.“ [xxvi] Jego opinia stwierdza, że wytyczne NRPB są wewnętrznie sprzeczne i „zaprojektowane na unikanie konsekwencji“ dla właścicieli istniejących linii WN. Wg Coghilla, dokument NRPB
sporządziła garstka osób, większość których nie jest bardzo dobrze kwalifikowanych w biologii czy w dziedzinie promieniowania niejonizującego. Ich stanowiska zależą od fundowania przez interesy komercyjne. Łączy ich mała sieć europejskich naukowców o jednakowym, głównie negującym poglądzie na możliwe zagrożenie dla zdrowia. Oczywiście nie ma wśród autorów niezależnych naukowców, ponieważ wszyscy są członkami personelu NRPB […] nawet w tajemniczej Grupie Słabych Pól Elektrycznych (WEFG), która zdaje się wypłynęła w pełni ukształtowana znikąd w 2001 roku, jest trzech profesorów z zewnątrz i trzech zwykłych podejrzanych […] Wcale nie wątpię w uczciwość czy inteligencję autorów projektu normy NRPB, ani nie posądzam, że nie znają literatury. Po prostu niepoki mnie ich mentalność, wciąż suto nasycona tradycyjnym myśleniem NRPB, pomimo podstawowej zmiany wcielonej w projekt normy.
Przejawem grupowej mentalności jest wstęp w projekcie normy: „Niniejszy raport NRPB odzwierciedla zrozumienie i ocenę bieżących dowodów naukowych, przedstawionych i odnotowanych w niniejszym dokumencie“, co wg Coghilla sugeruje, iż autorzy wiedzą, że pominęli ważne dowody. Co do zewnętrznych profesorów, „powinni niezależnie przejrzeć literaturę, zamiast polegać na pozycjach podsuniętych przez wiadomych podejrzanych z NRPB, którzy np. podsunęli Willie’mu literaturę zgodną z tradycyjnym myśleniem.“
„Setki badań referowanych w piśmiennictwie naukowym“ nt. skutków PEM daleko poniżej „efektu termicznego“ zignorowano, jak i „wiele ważnych recenzowanych badań“, które stwierdziły ujemne skutki ekspozycji na poziomach „dużo niższych niż proponowane.“ Coghill przypomina o pominięciu przez NRPB naukowego przeglądu z 1988 roku nt. rozwoju norm dla PEM o częstotliwości linii WN:
Tego rodzaju zmyłkowe pominięcie wprowadza poważne wątpliwości wśród publiczności co do kwalifikacji NRPB w ustanawianiu standardów […] oraz budzi pytanie, czy te celowe, świadome pominięcia przez ekspertów, którzy ponoć mają funkcję ochrony społeczeństwa, stanowi przestępcze zaniedbanie.
Coghill uważa za „poważne przewinienie naukowe“ przez autorów NRPB, że „opacznie interpretują“ i „popełniają błędy merytoryczne“ względem opublikowanych studiów. Odnotowuje istotne różnice między ANSI, ICNIRP i NRPB oraz sprzeczności między limitami w danej normie. Żeby wyeliminować sprzeczność, limit dla pola magnetycznego 1600 µT z poprzednich wytycznych NPRB proponowano zaostrzyć do 100 µT:
Proponowana nagła, 16-krotna redukcja limitu ostrzegawczego [investigation level] dla pola magnetycznego nie pocieszy publiki, która musi dziwić się, czy NRPB aż tak się pomyliło poprzednio i czy w końcu mają właściwą wartość, gdyż nawet teraz występuje podstawowa sprzeczność między limitami ostrzegawczymi dla pól elektrycznego i magnetycznego…
Projekt normy NRPB przyjął limit ostrzegawczy 12 kV/m, przy którym człowiek odczuwa efekt termiczny. Coghill skrytykował założenie pt. „Tylko gdy odczuwamy pola, mogą one szkodzić“: „Wiele studiów relacjonuje skutki daleko poniżej 12 kV/m, przy skrajnie niskich częstotliwościach, a NRPB przyznaje to od ponad 10 lat.“
Dalsze zastrzeżenia nt. metodologii podsumował w swym liście[xxvii] do ICNIRP sygnatariusz rezolucji w Catanii i Benevento, Profesor Martin Blank, na podstawie dyskusji na dorocznym spotkaniu Bioelectromagnetics Society w czerwcu 2006 roku, pt. Perspektywa Naukowa Pól Elektromagnetycznych a Zasada Ostrożności:
Główny punkt dyskusji oparł się o rozróżnienie między badaniami epidemiologicznymi, które informują o prawdopodobieństwie zagrożenia, a badanami laboratoryjnymi, które dostarczają informacje sprawdzalne naukowo. Najnowsze badania laboratoryjne wskazuję na poważną niedostateczność standardów bezpieczeństwa zalecanych przez komitety ICNIRP i IEEE. Mianowicie, pobudzanie reakcji na stres wskutek częstotliwości skrajnie niskich i częstotliwości promieniowania, wskazuje:
- PEM prawdopodobnie wywołują szkody molekularne (tj. DNA) w obu zakresach częstotliwości.
- Mechanizmy nietermiczne pobudzają procesy obronne komórek.
- Wiele części spektrum elektromagnetycznego wywołuje te same procesy w komórce.
[…] systemy fizjologiczne posiadają wiele mechanizmów ochronnych […], które w jakiś sposób przeciwdziałają potencjalnie niebezpiecznym skutkom PEM, lecz nie zawsze dają sobie radę. Z uwagi na szerokie zakresy eksponowanych systemów biologicznych i biologicznie aktywnych częstotliwości, niskie progi reakcji i możliwość skutków kumulacyjnych w pobudzaniu powtarzalnym, standardy ekspozycji należy znowelizować, biorąc pod uwagę:
- Znaczenie mechanizmów nietermicznych w ocenie ryzyka.
- Łączną kumulacyjną ekspozycję z poszczególnych przedziałów spektrum elektromagnetycznego.
- Rosnące tło PEM, wskutek rozpowszechniania urządzeń elektronicznych.
- Najbardziej wrażliwe grupy (zwykle dzieci).
Światowa organizacja chorób
Jako agenda ONZ, Światowa Organizacja Zdrowia (ŚOZ, ang. WHO) koordynuje międzynarodowy projekt nt. PEM (International EMF Project, Projekt PEM), lecz jej przeszłość[xxviii] i niedawne skandale dotyczące szefa projektu, dra Repacholi (patrz rozdział poniżej), dyskwalifikują ŚOZ z grona niezależnych.
Od powstania w 1956 roku, ŚOZ ma sprzyjać tworzeniu oświeconej międzynarodowej opinii publicznej. W 1956 roku ŚOZ zwołała spotkanie genetyków, którzy potwierdzili, że „zdrowiu potomków zagraża postępujący rozwój przemysłu nuklearnego i wzrost ilości źródeł radioaktywnych [...] wyłaniające się mutacje genetyczne u człowieka są fatalne obecnie i dla przyszłych pokoleń.“ Takimi wnioskami ŚOZ zagroziła „pokojowym zastosowaniom“ energii atomowej. Rok później ŚOZ zwołała więc grupę psychologów, która w interesie przemysłu atomowego stwierdziła, że publiki nie można informować o zagrożeniach: „Najbardziej zadowalającym rozwiązaniem dla przyszłego wykorzystania energii atomowej w celach pokojowych byłoby wychować nowe pokolenie akceptujące niewiedzę i nieokreśloność.“
Celem utworzonej 10 lat po ŚOZ, Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA, International Atomic Energy Agency) było „przyspieszanie i rozszerzanie wkładu energii atomowej do pokoju światowego, zdrowia i pomyślności na całym świecie“. W 1959 roku IAEA zawarło umowę, na mocy której wpływ promieniowania jonizującego na zdrowie może badać tylko IAEA, a ŚOZ musi uzyskiwać pozwolenia IAEA na angażowanie się w aspekty nuklearne zdrowia publicznego. Ponadto, jeśli ŚOZ miałoby informacje o poważnym uszczerbku zdrowia publicznego w wyniku napromieniowania, IAEA może je utajnić dla „ochrony opinii publicznej przed obawami i lękami“. Artykuł łamie statut ŚOZ odnośnie jawności i pełnej informacji dla ochrony zdrowia.
Działanie umowy widać z przypadku Czarnobyla: „Sytuacja jest opanowana, szkody były mocno przesadzone“, ogłosiła konferencja IAEA w Wiedniu 4 miesiące po zjawieniu się „badaczy“ na miejscu katastrofy. Szef IAEA Hans Blix oświadczył w „Le Monde“, że wobec dobrodziejstw atomu, „świat mógłby tolerować jeden Czarnobyl na rok“. W piątą rocznicę katastrofy, IAEA zaprzeczyło, że są poważne skutki, które szeroko opublikowano poza IAEA. ŚOZ milczała, aż po upadku ZSRR zabrała się do pracy na żądanie Ukrainy, Białorusi i Rosji. Badania zakończono po 5 latach, podczas gdy poważne rodzaje raka rozwijają się co najmniej 10 lat. Nie badano również skutków dziedzicznych, przewidywanych przez specjalistów na konferencji ŚOZ w 1956 roku. Natomiast badano zęby bez analizy zawartości strontu 90, wyznacznika skażenia.
W 1995 roku dyrektor ŚOZ zwołał konferencję nt. Czarnobyla, celowo 50 lat po Hiroszimie i Nagasaki. Przybyło 700 osób z całego świata, w tym ministrowie zdrowia z 3 byłych republik ZSRR dotkniętych katastrofą w Czarnobylu. Wielu niezależnych specjalistów przedstawiło wyniki swoich badań, lecz materiałów z konferencji nigdy nie opublikowano. Korupcja w ŚOZ w temacie promieniowania jonizującego wynika ze strategii z 1956 roku i przejawia się m.in. unikaniem i tuszowaniem badań, które wykazałyby zagrożenie – podobnie jak w dziedzinie PEM.
W ochronie przeciw promieniowaniu jonizującemu, promotorem nieadekwatnej analizy zagrożenia jest Międzynarodowa Komisja Ochrony Radiologicznej (International Commission on Radiological Protection, ICRP) i jej oddziały państwowe. W 1998 roku na spotkaniu w Parlamencie Europejskim niezależni badacze wyszczególnili zafałszowania badań ofiar Hiroszimy i opartych na nich analiz przez ICRP. Wg niezależnego raportu Europejskiego Komitetu Ryzyka Radiologicznego (ECRR, European Committee on Radiation Risk), analizy ICRP zaniżają wyniki 100 do 1000 razy w stosunku do rzeczywistości[xxix] – sytuacja podobna do tej w PEM. Wg ECRR, aparat analityczny ICRP ukrył rzeczywistą liczbę ok. 60 mln ofiar śmiertelnych przemysłu jądrowego od jego powstania.
Po pierwszych próbach bomb atomowych i zdetonowaniu w Japonii, w 1946 roku rząd USA potrzebował utajnić atomistykę. Założył Komisję Energii Atomowej (Atomic Energy Commission, AEC). W miejsce Międzynarodowego Komitetu Ochrony przed Promieniami Rentgena i Radu z 1928 roku, powstała Państwowa Rada Ochrony Radiologicznej (National Council on Radiation Protection, NCRP), bo zagrożenie nie było już tylko ze strony prześwietleń rentgenowskich i radu. NCRP ustalił pod presją AEC dopuszczalne normy radiologiczne na takim poziomie, by nie były przeszkodą w badaniach i rozwoju broni, i energii jądrowej. W 1947 roku, NCRP obniżyło o ponad 50% normy dopuszczalne dla dawek zewnętrznych, a obecna norma dla pracowników atomowych jest ponad 20 razy mniejsza, dla ludności – ponad 1000 razy mniejsza. To również przypomina zbyt powolne zaostrzanie norm dla PEM.
Z ośmiu podkomitetów NCRP najważniejsze były Nr 1 (normy promieniowania zewnętrznego) i Nr 2 (zagrożenie od promieniowania wewnętrznego). Przewodniczący NCRP Lauriston Taylor stał się członkiem egzekutywy ICRP. Podkomitety NCRP Nr 1 i Nr 2 zduplikowano w ICRP, wstawiając przewodniczących podkomitetów z NCRP. Przewodniczący ICRP był jednocześnie dyrektorem NRPB. Obie organizacje miały wspólne osoby jeszcze na innych stanowiskach oraz zazębiały się z UNSCEAR i BEIR (Committee on the Biological Effects of Ionizing Radiation, Komitet Skutków Biologicznych Promieniowania Jonizującego). Obsadzanie stanowisk w niby niezależnych organizacjach tymi samymi osobami stosuje się do dziś.
Nie powstrzymało to jednak NRPB, by powiedzieć ustawodawczej agencji środowiska (Environment Agency), że Naukowy Komitet ONZ ds. Skutków Promieniowania Jądrowego (United Nations Scientific Committee on the Effects of Atomic Radiation, UNSCEAR) i ICRP są „zupełnie odrębnymi instytucjami“, czego nie kwestionowano. W ten sposób oświadczenia jednej organizacji nabierają wiarygodności po powtórzeniu ich przez zależne organizacje. Wszystkie nieprawidłowości procesu oceny ryzyka można jednak przypisać rozwojowi NCRP-ICRP oraz ich aparatowi analitycznemu.[xxx]
W analogii do PEM, uściślenie norm rozbiło się o niewiedzę i niepewność naukową co do procesów i skutków na poziomie komórki. Mankament wyszedł przy okazji porównań z rzeczywistymi szkodami u ludzi po skażeniach radioaktywnych.
Raport ONZ, poświęcony społecznym następstwom Czarnobyla, nie wspomniał, że niektórzy białoruscy badacze, którzy odkryli ogromny wzrost zachorowań po katastrofie, zniknęli ze sceny albo zostali uwięzieni. ECRR stawia wyzwanie establiszmentowi, który zataja dane i manipuluje modele ryzyka od zarania ery atomowej. Wg ww. raportu ECRR, na czarnej liście były oprócz ICRP: UNSCEAR, Komisja Europejska i agencje ochrony radiologicznej w poszczególnych państwach, np. NRPB.
Błysło światło nadziei, kiedy w lipcu 2000 roku komitet ekspertów ŚOZ opublikował raport[xxxi] nt. podkopywania prac ŚOZ przez przemysł tytoniowy. ŚOZ odpowiedziała publikacją 58 posunięć zaradczych zapewniających, że proceder nie powtórzy się.[xxxii] Niestety nie był to wstęp do samoreformacji ŚOZ w innych dziedzinach zdrowia publicznego, z promieniowaniem jonizującym i PEM włącznie. Don Maisch pisał po poprzedniej aferze (z 2005 roku), dotyczącej szefa Projektu PEM w ŚOZ:
wbrew zasadom ŚOZ, Michael Repacholi użył swej pozycji w ŚOZ i ICNIRP, żeby zapełnić reprezentantami przemysłu Grupę Roboczą ŚOZ ds. Kryteriów Zdrowia Środowiska dla ekspozycji na skrajnie niskie częstotliwości […] udział przemysłu w ustalaniu [kryteriów] wpłynie stronniczo na wiele lat na ocenę ryzyka przez ICNIRP […] Ochroni to dogodnie i ekonomicznie przemysł przed potrzebą wydatków ogromnych sum na unowocześnienie systemów dystrybucji i na sądy. Tak rażące lekceważenie podstawowych zasad wiarygodnej nauki oraz misji ochrony zdrowia światowego przez ŚOZ, świadczy o rozpaczliwej gotowości pogrzebania niezależnej nauki za wszelką cenę, nawet kosztem prawości ŚOZ.[xxxiii]
Niektóre instytucje powinny wyciągnąć wnioski z ponad pięciu dekad „doświadczeń“ na milionach ludzi. Stare kwestie pozostają niezałatwione, a każda dekada przynosi nowe technologie i nieznane przedtem zagrożenia. Powtarzanie błędów administracji badań, lekceważenie modeli, manipulacje danymi, obsadzanie personelem zależnym od przemysłu i szykanowanie niezależnych wskazują, że niereformowalne instytucje są od początku napędzane interesami komercyjnymi.
Jeden z wielu
Kilka miesięcy po opuszczeniu stanowiska szefa Projektu PEM w ŚOZ (International EMF Project) w 2006 roku, dr Michael Rapacholi został doradcą przemysłu energetycznego.[xxxiv] Dwie kompanie zaanagażowały go, by przekonał radę lokalizacji inwestycji w stanie Connecticut (Connecticut Siting Council), że nawet limit 10 μT dla ekspozycji na działanie PEM jest niepotrzebny. Stanowe ministerstwo zdrowia chce limitu 0.6 – 1 μT, kierując się podstawą epidemiologiczną ryzyka białaczki u dzieci na poziomie 0,3 – 0,4 μT.
Kompanie zleciły Repacholi uzasadnić limit 10 μT i zorganizowały konferencję telefoniczną, w której Repacholi miał przekonać ministerstwo, by kierowało się wskazówkami, jakie on opracował w ŚOZ. Jego opinię dla rady skrytykowano za cytowanie i zakłamanie raportów ŚOZ w toku ich opracowania. Piastując stanowisko w ŚOZ, Repacholi był często oskarżany o faworyzowanie przemysłu energetycznego i telefonii komórkowej, kosztem zdrowia publicznego.
Belgijski magazyn opisał, że jego Projekt PEM w ŚOZ brał więcej niż podejrzewano.[xxxv] GSM Association zwiększyło od 2005 roku roczną płatność z 50 tys. EUR do 150 tys. EUR. Mobile Manufacturers Forum daje rocznie 150 tys. USD (wliczając Motorolę, która przedtem dawała 50 tys. USD na rok). Te firmy pokryły w roku budżetowym 2004-2005 ok. 40% kosztów Projektu PEM. Wkłady z przemysłu energetycznego nie są znane. Materiały, które Repacholi przygotował w ŚOZ z pomocą funduszy od przemysłu, wykorzystuje on teraz w interesie przemysłu.
Repacholi prześcignął zaanagażowanego przez kompanie do sprawy w Connecticut, Petera Valberga, który zalecił limit 10 μT. Valberg nazywał dowody epidemiologiczne „słabymi“, a Repacholi zaopiniował, że „nie mogą być przyjęte jako czynnik przyczynowy“, nazwał je „bardzo słabymi“ i zapewnił, że „poziom osłaniania“ 10 μT jest „skrajnie ostrożny i wysoce zabezpieczający ludność, włącznie z dziećmi.“ Wprowadzone przez Valberga wyrażenie „poziom osłony“ [screening level] wygląda na unik w stosunku do bardziej dokładnego – „norma ekspozycji“. Repacholi pisze w wej opinii ws. Connecticut: „Ważne jest, by poziomu osłony nie wzięto za dopuszczalną ekspozycję ludności“, gdyż w części mogłoby to „sprowokować nieuzasadniony alarm publiczny“. Uderza analogia do przesłanek psychologicznej działalności ŚOZ nt. promieniowania jonizującego.
Repacholi zaopiniował radzie, że limit 10 μT jest niepotrzebny, bo nie ma skutków na zdrowie poniżej 1000 μT: „przeważająca masa dowodów naukowych sugeruje, że [limity ekspozycji poniżej 1000 μT dają] żadną korzyść dla zdrowia”.
Wspólnie z Emilie van Deventer, następczynią Repacholi w ŚOZ, Valberg i Repacholi napisali referat, przedstawiając wyniki badań wybiorczo. Parafrazując orginał w będący w opracowaniu przez grupę roboczą 20 zaproszonych ekspertów, opinia Repacholi dla Connecticut sfałszowała wnioski z ich niewykończonego raportu ŚOZ nt. kryteriów dla zagrożeń od PEM skrajnie niskiej częstotliwości (Environmental Health Criteria, EHC, Kryteria Zdrowia Środowiska). Np. Repacholi napisał: „Dowodów epidemiologicznych nie można użyć za podstawę norm (limitów ekspozycji).“ Chris Portier, przewodniczący zespołu ekspertów: „oczywiście można je użyć.“ Repacholi zaprosił osiem osób ze strony przemysłu energetycznego do przeglądu raportu ekspertów. Przedtem uzyskał opinie kilku reprezentantów przemysłu. Pięciu autorów innego raportu ŚOZ w toku, zażądało od Portiera, żeby swoim wpływem spowodował wycofanie opinii Repacholi do czasu ukończenia ich raportu.
W maju 2001 roku, jako szef Projektu PEM w ŚOZ, Repacholi poinformował komitet senacki Australii, że ŚOZ ma ścisłe zasady przeciw zaangażowaniu przemysłu w Projekcie PEM: “ŚOZ nie zezwala przemysłowi uczestniczyć w ustalaniu norm ani w ocenach ryzyka. ŚOZ uważa, że przemysł nie może być reprezentowany w grupach roboczych ustalających normy. Nie może być osoby w takiej grupie, która ma wpływ […] na rzecz przemysłu, kiedy otrzymuje korzyść od tego przemysłu.“[xxxvi] Podobnie członkowie ICNIRP „nie reprezentują swych krajów pochodzenia ani instytutów i nie mogą być zatrudnieni przez przemysł. Członkom często przypomina się o potrzebie deklaracji jakichkolwiek interesów szkodzących statusowi ICNIRP jako niezależnego ciała doradczego […] ICNIRP jako organizacja nie może przyjmować funduszy od przemysłu.“[xxxvii]
ICNIRP współpracuje m.in. z gupami roboczymi ŚOZ w międzynarodowym Projekcie PEM. Zatem wymaganie bezstronności doradztwa naukowego przez członków ICNIRP musi mieć podobne wymaganie po stronie ŚOZ. Zdaniem Mischa, połowa oficjalnych członków grupy roboczej Projektu PEM, w tym Repacholi, była członkami ICNIRP. Zaangażowanie przez Repacholi reprezentantów przemysłu do pomocy w przygotowaniu i przeglądzie ww. raportu ekspertów złamało zasady bezstronności, które sam Repacholi przedstawił np. senatowi Australii.
Poza personelem ŚOZ, jedynymi obserwatorami zaproszonymi przez Repacholi na spotkanie grupy roboczej Projektu PEM w Genewie 3.10.2005 roku było ośmiu reprezentantów przemysłu energetycznego. Spotkanie miało zalecić normy ekspozycji. Mediów nie dopuszczono, a spotkania nawet nie ogłoszono w witrynie ŚOZ ani w biuletynie Towarzystwa Bioelektromagnetyzmu (Bioelectromagnetics Society). Niewielu badaczy tematu, w tym autorów badań epidemiologicznych ocenionych w Projekcie PEM, wiedziało o spotkaniu.[xxxviii]
Przykład komentarza ze strony przemysłu nt. raportu Projektu PEM – Michel Plante z Hydro-Quebec: „Cały tekst nt. raka wygląda bardziej na rozpaczliwą próbę utrzymania przy życiu jakiegoś pozytywnego statystycznego związku z badań epidemiologicznych, niż na faktyczną, uczciwą prezentację argumentów za i przeciw rakotwórczości.“ Plante przerwał sponsorowane przez Hydro-Quebec badania na Uniwersytecie McGill w 1994 roku i skonfiskował zebrane dane, które pokazały, że pracownicy energetyki najbardziej wystawieni na pola magnetyczne mieli wysoką zapadalność na raka. Gdyby zapytano Plante na spotkaniu w Genewie o „pozytywny związek statystyczny“ z tego zduszonego studium, odpowiedziałby, że nie jest ważny, bo inne badania nie potwierdziły związku.
Utility Health Sciences Group, inna grupa zaproszona przez Repacholi do skomentowania dokumentu Projektu PEM, bez ogródek wyraziła przekonanie, że problem kosztów dla przemysłu jest ważniejszy do wskazania w raporcie ŚOZ niż względy zdrowia: „Należy wskazać, że kosztowne przenoszenie linii czy przeprojektowywanie systemów elektrycznych mogą być sprzeczne z krokami niskokosztowymi i bezkosztowymi “. Ta sama grupa zaproponowała: „W podsumowaniu raportu byłoby pożyteczne włączyć jasne zdanie, że badania naukowe nie stwierdziły, iż PEM skrajnie niskiej częstotliwości są powodem lub przyczyniają się do jakiejkolwiek choroby lub ujemnych skutków na zdrowie, z rakiem włącznie.“[xxxix]
Dlaczego powołany do tego celu przez Komisję Europejską w 2005 roku Międzynarodowy Komitet Nadzorczy (International Advisory Committee, IAC) [xxxx] nie wstrzymał nieetycznych i niestatutowych pociągnięć administracyjnych w Projekcie PEM?
W 2006 roku Repacholi również zniesławił się, kontynuując tuszowanie skutków broni zbudowanej z radioaktywnego i trującego metalu – uranu. Dr Keith Baverstock z ŚOZ oskarżył Repacholi o zatajanie raportów potwierdzających uran w broni jako rakotwórczy. W wywiadzie dla BBC, Repacholi nazwał „bujdami“ 8 recenzowanych referatów naukowych nt. skutków uranu wojskowego.[xxxxi]
W 2004 roku Repacholi ukrył raport ostrzegający o skutkach pozostałości uranu z broni brytyjskiej i amerykańskiej na ludność iracką. Baverstock był współautorem. Gdyby raport opublikowano w roku ukończenia (2001), byłby większy nacisk na USA i Zjednoczone Królestwo, żeby ograniczyły stosowanie broni uranowej w Iraku w 2003 roku i posprzątali po sobie. Baverstock: „Myślę, że ŚOZ ocenzurowało i utaiło nasze studium, bo nie podobały się wnioski. Podobnie poprzednio urzędnicy poddali się presji IAEA, które lansuje energię atomową.“ ŚOZ odrzuciło oskarżenie jako „zupełnie nieuzasadnione“. Repacholi: „Artykułu nie zatwierdzono do publikacji, bo w części nie odzwierciedlał dokładnie tego, co powołana przez ŚOZ grupa międzynarodowych ekspertów uważała za najlepszą naukę w temacie zubożonego uranu.“[xxxxii]
Korupcja przez przemysł przesiąka niektóre rządy i rzekomo niezależne agendy państwowe. Autor amerykański, Paul Brodeur, zeznał przed komisją parlamentu stanowego Nebraski w 1995 roku, że większość badań sponsorowanych przez przemysł energetyczny „zawiera nieudokumentowane opinie i zapewnienia przez członków doraźnych komitetów, którzy często są płatnymi doradcami przemysłu energetycznego.“[xxxxiii] Brodeur przytoczył też listę recenzowanych prac naukowych z renomowanych periodyków naukowych, sporządzoną przez Państwową Bibliotekę Medycyny w Bethesda w stanie Maryland. Wśród wszystkich 11 prac nt. białaczki u dzieci wskutek PEM, osiem stwierdziło, że dzieci mieszkające blisko linii WN są narażone na statystycznie znacznie większe ryzyko zapadnięcia na raka (najczęściej białaczkę, raka mózgu, lymfomę), w porównianiu z dziećmi mieszkającymi gdzie indziej.
Epidemiolog ministerstwa zdrowia Nebraski, dr Thomas Safranek nie wspomniał komisji o żadnej z tych 11 prac w swych zeznaniach, podobnie jak przemilczał 24 z 30 prac, które stwierdziły statystycznie znaczący wzrost ryzyka zapadnięcia na raka (przeważnie mózgu) wśród pracowników wystawionych na PEM wysokich napięć. Kierownik projektu proponowanej linii WN w Nebrasce napisał do senatora Roberta Kerry: „Z 20 studiów epidemiologicznych z ostatnich 15 lat, tylko 3 stwierdzają związek raka z PEM.“ Kierownik napisał w dwu innych listach do Kerry: „Wydaje się, że na każde studium pokazujące możliwą zależność raka od ekspozycji na PEM, istnieje równie poważane studium pokazujące brak zależności.“
Podobnie eksperci z Państwowej Agencji Atomistyki, Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej oraz Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej przekazali to, co im podało NATO i establiszment atomowy, a nie niezależne opinie naukowe nt. trująco-radioaktywnych skutków broni uranowej.[xxxxiv] Czy podobni naukowcy rozstrzygają w Polsce o ochronie zdrowia przed PEM?
Piotr Bein, PhD, PEng (inżynier licencjonowany)
Niezależny badacz i autor
Vancouver, Kanada, 15.2.2007
Notka biograficzna
Dr inż. Piotr Bein ma stopień magistra nauk stosowanych z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego oraz doktorat w stosowanej teorii decyzji i ryzyka z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie. Jest członkiem Związku Inżynierów i Geologów Kolumbii Brytyjskiej oraz Instytutu Badań Ryzyka przy Uniwersytecie Waterloo w Kanadzie. W swej 35-letniej karierze badał i opiniował m.in. skutki społeczno-gospodarcze zmiany klimatu i „dziury ozonowej“, skutki broni uranowej i skażenia niejonizującego o niskim natężeniu na zdrowie, całokształt oddziaływań transportu na środowisko i zdrowie człowieka oraz aspekty polityczne i propagandowe tych i innych tematów.
[i] World Health Organization, International EMF Project, Fact Sheet No. 263, Electromagnetic Fields and Public Health: Extremely low frequency fields and cancer, October 2001, www.who.int/docstore/peh-emf/publications/facts_press/efact/efs263.htm
[v] Pat Thomas, Living Dangerously, Newleaf, 2003.
[xv] Chris Busby, Wings of Death, Green Audit Books, 1995, s 127.
[xviii] www.kamionki.snap.pl/Rezolucja PTBR – projekt_1.rtf
[xix] www.kamionki.snap.pl/petycja/film.html
[xxii] The Environmental Law Centre Society, jw.
[xxvii] http://omega.twoday.net/stories/2253406/
[xxxv] David Leloup, Mobile Phones: We’re All Guinea Pigs!, Imagine, listopad-grudzień 2006.
Filed under: Uncategorized
(continue reading…)
Być kimś lub być nikim – całkiem poważnie
by admin on września.01, 2010, under TRUE
Co ma wspólnego Romskey, Guzikiewicz, Matka Kurka i wiele wiele innych osób ? To że korzystając ze sprzyjającej koniunktury zapewnili sobie widoczność. Wcześniej nie znaczyli nic. Można powiedzieć że wraz z nadejściem pis rozpoczął się złoty okres dla wszelkiej maści średnio utalentowanych (średnio – gdyż niedostrzeganych wcześniej) ambitnych ludzi którzy w jakimś sensie wykazali się odwagą lub talentem składania pasujących do okoliczności słów. Adresatem i tematem była i nadal jest partia która nigdy nie powinna pojawić się na politycznej scenie. Kuriozum przyciąga zawsze uwagę, a wyrażane opinie na temat dziwoląga nie muszą charakteryzować się specjalistyczną wiedzą. To zresztą logiczne – coś wyjątkowego zwykle nie posiada naukowego opracowania.
Guzikiewicza należałoby wyłączyć z opisanego wyżej nurtu choć tylko z powodu odmiennej trampoliny z której korzystał. Dla Guzikiewicza trampoliną był strajk jak zresztą dla Lecha Wałęsy i większości znanych osobistości polskiej polityki. Gdyby nie było niespokojnych lat 70-tych, 80-tych historia nie poznałaby wielu nazwisk. Dziś można tych ludzi podzielić na tych którzy czegoś dokonali i tych którzy dopiero są w trakcie „dokonywania”. Ci którzy dokonali śpią spokojnie, zapisali się w historii, nie cierpią głodu. Gorzej z dokonującymi, takimi jak Śniadek czy Guzikiewicz którym upadek komuny ograniczył możliwość planowanej świetlanej kariery. Można by powiedzieć że PRL-u nie należało ukatrupiać dlatego aby drugi, trzeci i ostatni szereg działaczy mógł się zasłużyć. Byłoby sprawiedliwie i zgodnie.
W historii oczywiście tak nie ma. Nawet obchody zwycięskiej ostatniej wojny światowej dzielą na zwycięzców i pół-zwycięzców których można na główne uroczystości nie zapraszać. Zamykanie pewnych rozdziałów dziejów frustruje a niekiedy sprzyja nieudolnym reanimacjom powalonych trupów historii. Odradza się wówczas groteskowa walka z niewidzialnym wrogiem i próby ‘zasłużania’ na polu walki z ową wirtualną reakcją.
Walka przybiera mniej lub bardziej rozpaczliwą postać. Kaczyński, Guzikiewicz, Walentynowicz – to ekstrema. Romskey to raczej „fakt umiarkowany” który niekiedy dla zaspokojenia własnej ciekawości decyduje się na eksperymenty typu „Sierpień miesiącem bez Kaczyńskiego”. W tym miejscu należy się Wam głęboki ukłon z mojej strony za to że wytrwaliście ten trudny czas i zaglądacie jeszcze;) Dziękuję Wam za to. Dziękuję za to że uświadomiliście mi iż przetrwanie bez kurczowego trzymania się ‘trampoliny’ jest możliwe choć na pewno mniej spektakularne niż byśmy sobie tego życzyli. W każdym razie dobrze jest i nie trzeba psuć.
Nie wiem czy pamiętacie ale istniały niegdyś ambicje tworzenia miejsc na podobieństwo paryskiej „Kultury”. Nie nawiązuję do tworzenia portalu którego idea wciąż mi umyka a lubię wyraźne cele (‘Kultura’ posiadała cel). Nieprzewidzianie, właściwie tylnymi drzwiami natrafiłem na postać Giedroycia który okazał się redaktorem naczelnym tego przedsięwzięcia. Ilekroć słyszałem z ust polityków to nazwisko brzydziłem się choćby zajrzeniem do wikipedii w obawie iż spotkam jakiegoś nabzdyczonego tuza którego dla zachowania reputacji należy traktować z nabożeństwem. Pewnie w tym momencie kilkoro z Was pokręciło głową nad moim stanem świadomości. Wybaczcie. Młody byłem. W spadku odziedziczyłem jedynie aurę mitu zawierającego kilka tytułów, pojęć i nazwisk.
Satysfakcjonuje mnie odkrywanie ludzi w zupełnie inny sposób niż ten powszechnie stosowany czyli za sprawą poczty pantoflowej i uświetniania ich nazwisk przez szacowne gremia. Przygoda z Giedroyciem zaczęła się od cytatów – a więc słów które spodobały się mi zanim poczułem pozytywne zaskoczenie na widok nazwiska autora. Podobnie poznawałem Piłsudskiego który pozbawiony mitologicznych falbanek okazał się całkiem równym kolesiem.
Giedroyc był kimś. Swoją pozycję budował latami a czas polskiej walki z komunizmem przysporzył mu jedynie nieco większej uwagi. Tacy ludzie nie mogą zniknąć. Pod ich stopami trwa potężny fundament własnych dokonań i pracowitości niezależny od chwilowych koniunkturalnych trampolin. Nie muszą się szarpać, nie muszą się smucić spadkiem nakładu który nie minie określonego dolnego pułapu. Czy istnieje coś dla Guzikiweicza i Romskeya ? Dla nas ? Pytam całkiem serio gdyż problemy ambicjonalne są źródłem ogromnej masy polskich napięć.
Spoglądając na takie postacie jak Piłsudski, Giedroyc czy LeBon zauważyć można ich nietuzinkową umiejętność syntetycznej analizy rzeczywistości. Z samych cytatów wymienionych można stworzyć cenne a zarazem wyjątkowo lekkie kompendium wiedzy o Polakach, narodzie, społeczeństwie. Wielkie było moje zdziwienie gdy niekiedy 50 letnie słowa Giedroycia pasowały do A.D. 2010 jak właściwy klucz do właściwego zamka. Pozwolę sobie na kilka cytatów:
Giedroyc :
*Największe zagrożenia dla Polski to nacjonalizm i klerykalizm.
*Nieszczęściem Polski jest to, że jej historia jest zakłamana jak nigdzie na świecie.
*Polacy – to okropny naród. Zapewne, każdy naród jest okropny. Ale Polacy odznaczają się szczególną słabością charakteru i niewykształconą administracją.
LeBon
*Idee starzeją się szybciej niż słowa.
*Masy są zawsze pod wrażeniem siły, jedynie rzadko dobroci.
*Kto bowiem posiada odpowiednio wielki prestiż i nie dopuści do jego osłabienia, ten może pogardzać ludźmi, może ich mordować milionami, może narazić kraj na niebezpieczeństwa grożące z zewnątrz, a wszystko mu ujdzie bezkarnie.
Piłsudski
*I staję do walki, tak jak poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partyj i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści.
*Pamiętaj, że wartość ma nie to, co ty mówisz, ale to jak się to odbija w mózgu słuchającego
*Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, aby ta niepodległość kosztowała dwa grosze i dwie krople krwi
Czy nie daje do myślenia to że tak przejrzyście wyłożone problemy nie doczekały się dotychczas koniecznych napraw ? Czy powiedzieć coś mądrego to powiedzieć coś czego nigdy nikomu nie uda się zrealizować ? Zachęcony odezwą Lecha Wałęsy do „Budowania od dziś lepszej polskiej rzeczywistości” myślę że wystarczyło zająć by się dowolnym cytatem aby swoje istnienie jakoś pozytywnie zapisać. Zaniechać walki z widmami, czerpania natchnienia z pisu gdyż to obora, zagląda się do niej tylko w ramach niezbędnych prac gospodarskich ale na pewno nie mieszka się w niej. Czy nie istnieją w Polsce środki pozytywnej ale i autentycznej realizacji ?
Już w trakcie rozwiązywania problemów z cytatów pojawi się ktoś kto wyznaczy kolejne ponadczasowe pozornie niemożliwe do zrealizowania cele i znajdą się tacy którzy udowodnią iż od reguł istnieją wyjątki. Dlaczego nie moglibyśmy być właśnie takimi ludźmi ? Wracając do spraw bieżących zastanawiam się czy rozdzielenie Solidarności od Solidarności może ograniczyć moc rażenia Guzikiewicza. Uważam że jego frustracja jeszcze bardziej nasiliłaby się. Marginalizowanie frustratów to jak robienie zastrzyków z kwasu bykom. Nie będzie możliwe zajęcie się czymkolwiek do momentu gdy ludzie pokroju kaczyńskiego nie zostaną odciągnięci od walki z fantomami w rejony niekolizyjnych form samorealizacji. Guzikiewicz podobno pisze niezłe streszczenia do filmów może dać mu pracę w telewizji ? Od wypożyczalni kaset video zaczynał przecież Quentin Tarantino. Jarek chce pełnej władzy – więc może niech zmieni Alika na jakiegoś psa ? Koty są przecież znane ze swojej niezależności i kapryśności. Krzyżowcy zaangażowali się w zbiórkę pieniędzy na pomnik który nie powstanie – tracą więc czas i środki a pojawiła się inicjatywa budowy Hospicjum imienia Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Rozwiązania są obok nas i nawet w postępowaniu Tuska zauważyłem reakcję na sugestię iż duszenie społeczeństwa musi równoważyć rozluźnianie. Adam Jasser został nowym pełnomocnikiem szefa rządu ds. walki ze zbędną biurokracją. Zapowiada, że w ciągu miesiąca przygotuje pakiet ustaw ułatwiających założenie firmy. Jestem za ! CiT może wyręczy VAT lub akcyzę ?
Rozwiązania znajdują się w zasięgu rąk i pomysłowych głów. Stłumienie niepokojów to wielkie wyzwanie. Dusić kaczora – tak – ale dać mu również jakąś alternatywę ! Dać alternatywę tym których zajmuje dziś głównie przeszkadzanie innym.
Obora – o chujach i gajerach
by admin on września.01, 2010, under TRUE
Nie wypada mi krytykować tego że ludzie buczą i gwiżdżą gdyż właściwie robię to samo tyle że pisemnie i indywidualnie. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewien szczegół a dokładnie taki iż kiedy zamierzam kogoś sowicie obrzygać nie zakładam do tej czynności garnituru. Nie rozumiem dlaczego miałbym to robić. Tylko w pustym łbie skończonego ciemnego chuja może zrodzić się przekonanie iż garnitur doda rzyganiu dostojeństwa. Byłem na niejednym weselu i widziałem co można zrobić w tym stroju. Dzieci podobnie wdziewają szpilki mamy czy zakładają sobie na szyję obrus z wyciętym otworem twierdząc że będą odprawiać mszę (fragment biografii ojca Tadeusza). Na tego rodzaju atrakcje spoglądamy z przymrużeniem oka gdyż tak wesele jak i dziecinna zabawa czynią dopuszczalnymi pewne skoki w bok względem panujących zasad.
Właściwie miała być feta, bal i wielka radość dlatego zdziwiła mnie konieczność stawienia się gości w strojach „reprezentacyjnych”. Mogłem domyślić się gdyż miało być również wielkie bratanie a nie zauważyłem transporterów z wódką. Czyżby zapowiadana atmosfera była zmyślną manipulacją ? Przedsięwzięcie wizualnie nasuwało skojarzenie z posiedzeniem Rady Europy czy podobnego szacownego gremium i tylko sfera audio przypomniała mi że rzecz odbywa się w Polsce. PR robi swoje – przyznajcie. Na tę scenografię wydano sporo grosza. Tylko to audio…
W uporządkowanych częściach świata panuje przekonanie że rodeo nie urządza się w filharmonii, zawodów wrestlingu w muzeum a bydła nie pasie w ogrodach za Pałacem Elizejskim. Garnitury jednak poważnie zmyliły mnie gdyż rzecz odbywała się w Hali widowiskowo-sportowej w Gdyni czyli nazywając rzecz po imieniu w murowanym cyrku i cyrk był. Na imprezę przyszło ok. 2,5 tys. gości przebranych w uroczyste stroje co zapewne miało zmylić ekipę BOR chroniąca prezydenta i premiera.
Nie chcąc odbierać Wam możliwości dzielenia się refleksjami dodam jedynie że Guzikiewicz posiadał (w 2009) stoczniowy szwadron śmierci liczący kilkudziesięciu anonimowych bojówkarzy których nie sposób było zwolnić gdyż chroniły ich szczególne prawa. Do Komitetu Obrony Stoczni należał alkoholik Zbyś który o ile nie mylę się śpiewał pod domem premiera „Białego misia” a który ma spore zaległości w kwestii wypracowanych godzin na swoim stanowisku pracy. KOS jest grupą wyjazdową wyspecjalizowaną w paleniu i wykrzykiwaniu. W początkach roku 2010 (kwiecień) miał odbyć się proces kilku członków biorących udział w chlewie urządzonym pod Pałacem Braku kultury. Chłopaki jednak odpierają zarzuty i twierdzą że ataków na policję nie było a sam Guzikiewicz nawoływał do porządku i spokoju.
(poniżej Karol Guzikiewicz zachęca do modlitwy różańcowej)
Opiekę prawną Guzikiewiczowi & s-ce zapewniły władze związku i posłowie pis. Wśród zadymiarzy znajdował się wówczas dzisiejszy poseł PiS Andrzej Jaworski który na wczorajszym zjeździe podziękował pani Henryce Krzywonos za wystąpienie słowami „Głupia krowa”.
(okolicznościowy film pamiątkowy ukazujący brutalne pobicie związkowca przez policję)
Powiedzcie zatem, czy Tusk i Komorowski posiadają politycznego nosa czy posiada go Wałęsa ? Powiem tak : Dla Tuska nie być tam było złym wyjściem. Być – okazało się jeszcze gorszym. Bycie podyktowane było jednak względami pi-arowymi co być może tym razem da premierowi do myślenia czyli to że nie wszystko co podpowiadają specjaliści od tłumów jest mądre. W tym akurat przypadku należało skonsultować się ze specjalistami z zakresu hodowli lub rolnictwa. Mam jednak tą satysfakcję gdyż uważałem iż Tusk z Komorowskim tak jak Wałęsa powinni na Śniadka i spółkę wypiąć się . No ale wtedy nie byłoby pewnie wystąpienia pani Krzywonos dla której nabrałem wielkiego szacunku.
Judeocentric Congressman initiates 10 IV investigation resolution
by admin on września.01, 2010, under TRUE
Received from Dana Alvi 31.8.2010
Mr. Antoni Macierewicz aka Izaak Singer, on behalf of Radio Maryja (Chicago) and a committee supporting Jaroslaw Kaczynski, in his current presentations to US Polonia re investigation of the Smolensk tragedy, calls for letters supportive of US Cong. Peter King’s H. Res. 1489. It is claimed that this Resolution requests the U.S. to establish an independent international investigation of the Smolensk tragedy. Have any the Polish Americans seen/read this House Resolution 1489 before signing the letters distributed by the organizers of Mr. Macierewicz/Singer’s presentations ? Is US Congressman Peter King known to the Pol-Am community ? Has he, in the past done anything for the Pol-Am community ? Is he familiar with Polish/Polonian issues ?
Dana
………………………..
Below are several revelatory items of Cong. Peter King’s work:
Israel
During my seventeen years in Congress, I have been a staunch defender of the State of Israel. I have consistently voted in favor of military and economic aid packages benefiting Israel and sponsored legislation that prohibits direct assistance to Palestinian Government entities associated with Hamas or other terrorist organizations. I have also authored the Promoting Anti-Terrorism Cooperation through Technology and Science (PACTS) Act which was signed into law by President Bush. This legislation encourages cooperation on homeland security research, development, testing, and evaluation between the U.S., Israel, and other allies in the Global War on Terror. I have also been a leader in securing homeland security funding to protect non-profit institutions such as synagogues, religious schools, and community centers.
Below, you may find various letters and resolutions I have recently endorsed:
On 12/22/09 I wrote to President Obama requesting continued security assistance for Israel.
On 5/28/09 I wrote to President Obama recommending that negotiations between Israel and Palestine occur between them, that we work closely with Israel, insist that Palestine commit to end violence, and that we promote involvement with the Arab states.
On 2/11/09 I wrote to Secretary of State Clinton calling for a moratorium on contributions to the United Nations Relief & Works Agency (UNRWA) until the Government Accountability Office (GAO) completes a report to determine whether any Palestinian terrorists receive funding from UNRWA.
H. Con. Res. 29 — This resolution calls for increased transparency and accountability to make sure UNRWA is not providing money to or employing terrorists.
H. Res. 42 — This resolution calls on the President and the Secretary of State to withhold U.S. funding for and participation in the Durban Review Conference (Durban II) and its preparatory activities. Durban II is the follow-up conference to the disastrous United Nations World Conference Against Racism, Racial Discrimination, Xenophobia, and Related Intolerance held in South Africa in 2001.
H. Res. 557 — This resolution expresses support for the State of Israel’s inalienable right to defend itself in the face of an imminent nuclear or military threat from Iran, terrorist organizations, and the countries that harbor them.
H. Res. 867 — This resolution calls on the President and the Secretary of State to oppose unequivocally any endorsement or further consideration of the “Report of the United Nations Fact Finding Mission on the Gaza Conflict” (Goldstone Report) in multilateral fora.
…………………….
A tough choice for House Democrats, made necessary by Obama’s jihad-enabling anti-Israel policies. And it looks as if they’re making the wrong choice. “‘King’ of Israel: Rep. rips Bam, UN flotilla probe,” by Rebecca Harshbarger and S.A. Miller in the New York Post, June 14:
Rep. Pete King says President Obama’s weak Mideast policy is forcing House Democrats to make the difficult choice of either supporting Obama or supporting Israel.
“I hope they put our relationship with Israel above their relationship with Obama,” King (R-LI) said yesterday.
Flanked by Jewish community leaders at a press conference across from the United Nations, King rallied support for his legislation calling for the US to quit the UN Human Rights Council and its probe of the Israeli raid May 31 on a flotilla off Gaza.
…………………..
http://peteking.house.gov/
http://peteking.house.gov/bio.shtml
http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_T._King
http://www.huffingtonpost.com/2010/08/15/peter-king-obama-is-tryin_n_682524.html
http://www.jihadwatch.org/2010/07/congressman-peter-king-calls-for-inquiry-into-funding-of-islamic-supremacist-mega-mosque-at-ground-z.html
http://www.balloon-juice.com/2010/05/05/so-will-joe-lieberman-strip-this-guy-of-his-citizenship/
http://asbarez.com/84185/congressman-peter-king-of-new-york-to-cosponsor-the-armenian-genocide-resolution/
http://tpmdc.talkingpointsmemo.com/2010/07/peter-king-and-anthony-weiner-shout-their-way-through-a-fox-news-interview-video.php
http://www.jihadwatch.org/2010/06/congressman-peter-king-on-house-democrats-i-hope-they-put-our-relationship-with-israel-above-their-r.html
AND
http://www.alan.com/2010/04/15/gop-congressman-peter-king-most-irresponsible-decision-any-administration-ever-made/
…………………………………..
Received from Dana Alvi 31.8.2010
This is the official text of the subject House Resolution # 1489:
Calling for an independent international investigation of the April 10, 2010, plane crash in Russia that killed Poland’s president Lech Kaczynski and 95 other individuals.
Whereas, on April 10, 2010, a plane carrying the Polish President Lech Kaczynski crashed in Russia, killing everyone on board;
Whereas the individuals onboard included President Lech Kaczynski and his wife, the chief of the Polish General Staff and senior Polish military officers, Poland’s deputy foreign minister, 12 members of the Polish Parliament, the president of the National Bank of Poland, senior members of the Polish clergy, and relatives of victims of the Katyn massacre;
Whereas President Lech Kaczynski was on his way to honor the 22,000 Polish officers killed at Katyn by the Soviet Secret Police in 1940 when the plane crashed just six miles from Katyn;
Whereas, on April 10, 2010, Russian President Dmitry Medvedev ordered the establishment of a government commission headed by Russian Prime Minister Vladimir Putin to investigate the circumstances of the disaster
Whereas Edmund Klich, the head of the State Commission for Aircraft Accident Investigations in Poland, was put in charge of the Polish investigative committee;
Whereas an investigation committee of the Prosecutor General of Russia started a criminal case in accordance with a violation of the safety rules of the Russian Criminal Code;
Whereas, on May 19, 2010, Alexei Morozov, the head of the technical commission of Russia’s Interstate Aviation Committee, released a preliminary report that the plane did not suffer from any mechanical failures and ruled out a terrorist attack, explosion, or fire;
Whereas Russian investigators have released preliminary reports concluding that the crash was the fault of the pilots who did not listen to the air traffic controllers;
Whereas Polish investigators have released preliminary reports concluding that the crash was the fault of the air traffic controllers who gave delayed commands to the pilots;
Whereas some Polish security and aviation authorities were denied access to the crash site;
Whereas only the transcripts of flight recorders have been given to Polish investigators;
Whereas the black boxes have not been handed over to Polish investigators; and
Whereas over 50,000 Poles have signed a petition calling for an international investigation: Now, therefore, be
Resolved, That the House of Representatives calls for an independent international investigation of the April 10, 2010, plane crash.
—– Original Message —–
From: PAPUREC
To:
Sent: Monday, August 30, 2010 6:41 PM
Subject: Who is Congressman Peter King ? Who read the resolution (H.Res.1489) he supposedly introduced, – where is it ?
Mr. Antoni Macierewicz aka Izaak Singer, on behalf of Radio Maryja (Chicago) and a committee supporting Jaroslaw Kaczynski, in his current presentations to US Polonia re investigation of the Smolensk tragedy, calls for letters supportive of US Cong. Peter King’s H. Res. 1489. It is claimed that this Resolution requests the U.S. to establish an independent international investigation of the Smolensk tragedy. Have any the Polish Americans seen/read this House Resolution 1489 before signing the letters distributed by the organizers of Mr. Macierewicz/Singer’s presentations ? Is US Congressman Peter King known to the Pol-Am community ? Has he, in the past done anything for the Pol-Am community ? Is he familiar with Polish/Polonian issues ?
Below are several revelatory items of Cong. Peter King’s work :
Israel
During my seventeen years in Congress, I have been a staunch defender of the State of Israel. I have consistently voted in favor of military and economic aid packages benefiting Israel and sponsored legislation that prohibits direct assistance to Palestinian Government entities associated with Hamas or other terrorist organizations. I have also authored the Promoting Anti-Terrorism Cooperation through Technology and Science (PACTS) Act which was signed into law by President Bush. This legislation encourages cooperation on homeland security research, development, testing, and evaluation between the U.S., Israel, and other allies in the Global War on Terror. I have also been a leader in securing homeland security funding to protect non-profit institutions such as synagogues, religious schools, and community centers.
Below, you may find various letters and resolutions I have recently endorsed:
On 12/22/09 I wrote to President Obama requesting continued security assistance for Israel.
On 5/28/09 I wrote to President Obama recommending that negotiations between Israel and Palestine occur between them, that we work closely with Israel, insist that Palestine commit to end violence, and that we promote involvement with the Arab states.
On 2/11/09 I wrote to Secretary of State Clinton calling for a moratorium on contributions to the United Nations Relief & Works Agency (UNRWA) until the Government Accountability Office (GAO) completes a report to determine whether any Palestinian terrorists receive funding from UNRWA.
H. Con. Res. 29—This resolution calls for increased transparency and accountability to make sure UNRWA is not providing money to or employing terrorists.
H. Res. 42—This resolution calls on the President and the Secretary of State to withhold U.S. funding for and participation in the Durban Review Conference (Durban II) and its preparatory activities. Durban II is the follow-up conference to the disastrous United Nations World Conference Against Racism, Racial Discrimination, Xenophobia, and Related Intolerance held in South Africa in 2001.
H. Res. 557—This resolution expresses support for the State of Israel’s inalienable right to defend itself in the face of an imminent nuclear or military threat from Iran, terrorist organizations, and the countries that harbor them.
H. Res. 867—This resolution calls on the President and the Secretary of State to oppose unequivocally any endorsement or further consideration of the “Report of the United Nations Fact Finding Mission on the Gaza Conflict” (Goldstone Report) in multilateral fora.
- – – – – – -
A tough choice for House Democrats, made necessary by Obama’s jihad-enabling anti-Israel policies. And it looks as if they’re making the wrong choice. “‘King’ of Israel: Rep. rips Bam, UN flotilla probe,” by Rebecca Harshbarger and S.A. Miller in the New York Post, June 14:
Rep. Pete King says President Obama’s weak Mideast policy is forcing House Democrats to make the difficult choice of either supporting Obama or supporting Israel.
“I hope they put our relationship with Israel above their relationship with Obama,” King (R-LI) said yesterday.
Flanked by Jewish community leaders at a press conference across from the United Nations, King rallied support for his legislation calling for the US to quit the UN Human Rights Council and its probe of the Israeli raid May 31 on a flotilla off Gaza.
- – – – – – -
http://peteking.house.gov/
http://peteking.house.gov/bio.shtml
http://en.wikipedia.org/wiki/Peter_T._King
http://www.huffingtonpost.com/2010/08/15/peter-king-obama-is-tryin_n_682524.html
http://www.jihadwatch.org/2010/07/congressman-peter-king-calls-for-inquiry-into-funding-of-islamic-supremacist-mega-mosque-at-ground-z.html
http://www.balloon-juice.com/2010/05/05/so-will-joe-lieberman-strip-this-guy-of-his-citizenship/
http://asbarez.com/84185/congressman-peter-king-of-new-york-to-cosponsor-the-armenian-genocide-resolution/
http://tpmdc.talkingpointsmemo.com/2010/07/peter-king-and-anthony-weiner-shout-their-way-through-a-fox-news-interview-video.php
http://www.jihadwatch.org/2010/06/congressman-peter-king-on-house-democrats-i-hope-they-put-our-relationship-with-israel-above-their-r.html
AND
http://www.alan.com/2010/04/15/gop-congressman-peter-king-most-irresponsible-decision-any-administration-ever-made/
http://www.alan.com/2010/04/15/gop-congressman-peter-king-most-irresponsible-decision-any-administration-ever-made/
Filed under: Uncategorized
![]()
(continue reading…)

