Palikot wygwizdany – PISONYMOUS
by admin on sty.28, 2012, under TRUE
Polowanie na przyszłych wyborców wszędzie tam gdzie dochodzi do jakiegokolwiek protestu czy awantury jest tragicznym nieporozumieniem i miewa różnorodne skutki. J.Palikot odczuł je właśnie. Kilka dni temu wspomniałem o tym, że politycy powinni być wyłącznie adresatami postulatów manifestujących lecz nigdy ich kreatorami. „Przypadkowa” obecność aktywnych polityków nadaje protestom partyjnego charakteru, który obraca w niwecz często czyste i szlachetne intencje protestujących. Protest staje się w rezultacie przedstawieniem dla debili, gdyż nie wiadomo czemu ma właściwie służyć. Obronie wolności słowa? Obaleniu władzy? Obronie krzyża? Zablokowaniu wprowadzenia ACTA? Wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej? Jest przedstawieniem mających ośmieszyć Polskę? A może służy zwykłej zadymie?
W wyniku oddolnej aktywności naszych polityków zrodziły się PONYMOUS, PISONYMOUS, RPNYMOUS, PSLONYMOUS, SLDONYMOUS, SOLIDARNOŚĆ80OUS, ONRYMOUS, LEGIANYMOUS itd. itd. Zaczęły się nawet zwalczać. Cechą charakterystyczną jest to, że wszyscy noszą maski „struktury” nie mającej z nimi nic wspólnego a przynajmniej katastroficznie mało. Anonymous działają w sieci chroniąc jej wolność w imię demokracji i praw człowieka. Nie wyjeżdżali wspierać rebeliantów Wiosny Arabskiej jako najemnicy jednej z wielu formacji opozycyjnych lecz blokowali witryny propagandy Kadafiego. Skoro pukanie do witryn rządowych spotkało się ze średnim odzewem, a na ulicy coś się chyba delikatnie poplątało to być może referendum jest jedynym wyjściem. Tylko ustalenie celu referendum może okazać się trudne. Najmocniejszym moim zdaniem punktem jest natychmiastowe wstrzymanie prac nad ACTA i zaskarżenie objazdowej metody, którą ACTA dostało się do politycznego obiegu, co powinno przysłużyć się załataniu skandalicznej luki prawnej. Nie powinna istnieć możliwość wdrażania regulacji tajemniczego autorstwa ingerujących w swobody obywatelskie i wolność prowadzenia działalności gospodarczej. Warunek wyższej konieczności byłby usprawiedliwiony wyłącznie w przypadku pilnej konieczności ochrony bezpieczeństwa narodowego (stanu wyjątkowego) a prawa autorskie i handlowe jakoś trudno w tym pojęciu zmieścić.
Żal mi Janusza P. choć z drugiej strony mógł przewidzieć to, że tylko zahartowani pod krzyżem na Krakowskim są w stanie wierzyć w sens protestu w obronie wolności słowa w temperaturze -10 stopni Celsiusza. Zastanawia mnie również to że XXI w. ludzie chcąc cokolwiek powiedzieć muszą wylegać na ulice aby zrobić wrażenie na władzy… zresztą… czy robią?
Lud krzepnie, wiosna ad ACTA
by admin on sty.28, 2012, under LOOK
Wzruszył mnie wczoraj heroizm Janusza Palikota. Nie bacząc na mróz dołączył do protestujących pod Pałacem Prezydenckim. Przywitali go serdecznie, skandując: wyp…alaj! Wujek Dobra Rada w takiej sytuacji mówi: nie mieszaj dancingu z dyskoteką, nie pakuj się tam gdzie nie pasujesz. … Czytaj dalej →
(continue reading…)
Polska 2012. Cyfrowy impet ulicy
by admin on sty.28, 2012, under LOOK
Cyfrowy impet został wpisany w strategię „Polska 2030. Trzecia fala modernizacji” przygotowaną przez Michała Boniego. No i poszło, z cyfrowym impetem w głąb ulic ruszyła młodzież, bohaterka innego raportu MB, „Młodzi 2011″. Zmanipulowana, jak twierdzi prof. Kuźniar. Zapewne przez podżegaczy … Czytaj dalej →
(continue reading…)
Lud bez praw
by admin on sty.27, 2012, under TRUE
Nie pierwszy raz zdarza się w świecie to, że krytykom władzy lub ustroju przypisuje się niepopularne cechy. W Izraelu niewygodnym ludziom zarzuca się współpracę z Hezbollahem, w USA nazywa się takowych komunistami a w Polsce sugeruje iż są złodziejami. Cóż, taka jest już polityka i dopominanie się umiaru byłoby ‘wołaniem na puszczy’. „Politykom można więcej”, przywykliśmy. Nie rażą nas zarzuty obecności sowieckich agentów w rządzie, propozycje dawania obywatelom po ryjach czy wieszania kogokolwiek. Uznaliśmy to wszystko za wielką ściemę, w której chodzi o skuteczne osiąganie różnorodnych celów. Treść jest drugorzędna. Nauczyliśmy się czytać między wierszami doszukując się finezyjnych forteli. Oczytani w instrukcjach Schopenhauera, znający arkana marketingu politycznego, osiągnęliśmy stan transcendentnego spokoju, pozwalający ignorować z uśmiechem każdą podłość.
Gdyby ten stan rzeczy towarzyszył wyłącznie działaniom politycznej kasty można byłoby – choć z trudem – rzecz zaakceptować. Polityka jest niestety nierozerwalnie związana z „władzą” a naturą władzy jest ekspansywność. Polityka i utożsamiane z nią zachowania znajdują spokojną przystań tam gdzie nigdy nie powinny się pojawić. Politykują media, politykują organizacje społeczne, politykują artyści, politykują zwykli ludzie. Często nawet nie dostrzegamy tego że przekraczamy granicę między zainteresowaniem polityką a politykowaniem. Cóż, odnosimy korzyści. Dla nieposiadających władzy nizin politykowanie jest formą dowartościowania, sposobem na dodanie sobie subtelnego blasku tych, którzy wiedzą i mogą więcej. Niekiedy taka postawa robi wrażenie, choć równie często jest zwyczajnie śmieszna. Kim bowiem jest człowiek, który kłamie lub obraża nie mając perspektywy na to, że jego działanie przyniesie korzyść w postaci rozgrzeszającego i radosnego dla ogółu efektu? Jest zwykłym kłamcą i paskudnikiem, nawet gdy jego umysł rozpiera poczucie spełniania wielkiej misji.
Indywidualnych aktywistów, fanatyków i klakierów, ludzie władzy uważają za pożytecznych idiotów. Oczywiście nie idiotów w sensie „głupców” a idiotów szargających własną reputację całkowicie za darmo. Uświadamianie ich w tej materii nie jest potrzebne z uwagi na przydatność tychże we wspieraniu budów gigantycznych konstrukcji politycznej obłudy których autentyzm można wykazać w sondażach. Niechby dziś zorganizowano ankietę mającą wykazać obywatelskie poczucie przestrzegania w Polsce praw człowieka. Żelazne 40% odpowie twierdząco gdyż głos w sondażu jest głosem za własnym odpowiedzialnym wyborem i honorem a nie odpowiedzią na pytanie. Kto szanujący swoje wykształcenie, inteligencję i wiarygodność przyzna się uczciwie: „myliłem się”? Dla chwały i autorytetu mądrych nie można ujawnić tak wielkiej tajemnicy.
Kiedy mądrzy brną, spada autorytet mądrych. Upadają zasady a moralność staje się piątym kołem u wozu w dążeniu do zwycięstwa, zwycięstwa okupionego dowolną ceną. Politycy mogą więcej, jednak jak traktować publicystów, organizacje czy drobnych komentatorów, którzy zgadzają się odgrywać rolę bezwolnych klakierów? Przeciwko komu działają odbijając jak echo polityczne osądy lub samodzielnie zmyślając przebiegłe ich zdaniem zarzuty? Przecież są obywatelami, czy nie dostrzegają tego, że zaczynają działać przeciwko samym sobie?
Dlaczego są głusi na decyzje trybunałów walczących o ich prawa, na oficjalne kłamstwa niejednokrotnie wypowiadane przez polityków z uśmiechem? Na złość Palikotowi? W kraju, w którym premier stwierdza publicznie, dobierając niezbyt fortunne eufemizmy, że protesty na ulicach zorganizowali złodzieje, że 200 tys. osób zrzeszonych w ‘fan-stronach’ zajmuje się piractwem i działa na rzecz mafii lub ku uciesze i na zlecenie konkurencji politycznej – nie dzieje się dobrze. Nie dzieje się dobrze gdyż minięta zostaje granica nie tylko profesjonalizmu ale i odpowiedzialności. Polityk reprezentuje prawo i rzucanie masowych oskarżeń jest czymś więcej niż naruszeniem zasady domniemania niewinności.
Na wybrzeżu w latach 70-tych użycie rozwiązań siłowych władza uzasadniła tym iż na ulice wylegli wichrzyciele i bandyci. 40 lat później podobne uzasadnienie stosuje premier demokratycznego kraju. Dlaczego to robi? Dlatego iż doskonale wie, że nie posiadamy praw, których przestrzegania domagamy się. Nie jesteśmy Europejczykami, jesteśmy tylko Polakami, których niezbywalne prawa ustalają w ramach widzimisię sądy. Uzasadniając swoją opinię premier stwierdził, że przy wprowadzaniu trudnych reform zawsze znajdzie się grupa tych, którym zmiany nie będą się podobać i nie zawsze ów sprzeciw jest całkiem szczery. Owszem – ale chodzi o sprzeciw parlamentarnej opozycji. Jaki jest sens konstytucyjnego prawa do zgromadzeń i protestów? Dla demokratycznego kolorytu? A może chodzi o umożliwienie wyrażenia sprzeciwu wobec wprowadzania regulacji naruszających prawa obywateli, regulacji które ukryto w trakcie kampanii? Czy protesty nie stanowią hamulca demokratycznego bezpieczeństwa? Kiedy wymagano od premiera nieugiętości i twardych posunięć wobec łamiących wszelkie normy politycznych konkurentów, premier milczał i pozostawał bierny. Wczoraj dokonała się diametralna przemiana, premier zaprezentował nieugiętość wobec obywateli domagających się przestrzegania norm.
Zagrożenie wojenne Syrii
by admin on sty.27, 2012, under TRUE
Zagrożenie wojenne Syrii GermanForeighPolicy.com 18.1.2012, przekład Piotr Bein Równolegle do gróźb wojny ze strony Ligi Arabskiej, Niemcy mają zwiększyć presję na reżim syryjski. Berlin zagadza się z in. stolicami Zachodu, że niedawna rezolucja Rosji do Rady Bezpieczeństwa ONZ ws. Syrii jest niedość konfrontacyjna, więc niewystarczająca. Obserwatorzy z Ligi Arabskiej mają przedłożyć swój raport jutro, co [...]![]()
(continue reading…)
Pokażcie tych artystów!
by admin on sty.26, 2012, under TRUE
Wwalił ktoś widłami masę gówna w sieć, więc niech sobie z tym radzi. Co mi do tego.. tylko niech chęci sprzątania tej stajni nikt nie nazywa troską o wartość intelektualną czy artystyczną. Nazywajmy rzeczy po imieniu. 90% piractwa to obrót zwykłym odmóżdżającym gównem. W obronie wywłok z piórkiem w dupie pokazuje się masom Hołdysa, bohatera rocka-polskiego. Bądźmy rzetelni, pokażcie tych artystów, których prawa mają być chronione a okaże się, że będzie jak z poszukiwaniem żony w kawale. Po podaniu rysopisu mąż reflektuje się: A wiecie co? Nie szukajcie jej.
O jakiej wartości mowa kiedy ktoś każe mi nazywać artystą burą sukę, która duka o tym jak ją didżej na stole wyobracał? Jak mówić o wartości gdy artystą nazywa się ulizanego zero-ćwoka, który zna dwa chwyty na krzyż ale laskom robi się mokro na jego widok? – do pornuchów a nie na scenę! Większość gwiazd to ekstra materiał dla pedofilów. Najpierw skazać 3/4 za plagiaty. Jakże to tak, ścigać ludzi za zrobienie kopii z kopii? To raczej odzysk. Odbieranie tego co gamonie wcześniej ukradli – walka z piractwem. Internauci powinni ściągać i kontrolować czy któryś nie podpierdolił tekstu czy całego numeru.
W odpowiedzi na prohibicję kanalarną zróbmy rewolucję kulturalną. Niech ministerstwo kultury postawi polski YouTube i płaci Kazikowi tantiemy za klip, niech byt żyje z reklam a Niemcom czy Francuzom niech wyświetla się napis „Materiał niedostępny w Twoim kraju”. Niech publiczna telewizja uwolni archiwa z filmami. Trudne? Wystarczy chcieć. Niech masy strajkujące na ulicach ruszą pod ministerstwo kultury i domagają się sztuki. Potem rozmawiajmy o chronieniu.
Wolna Sieć!
tu miał być jakiś klip, ale nie wiem czego słuchacie.
Dlatego będzie hamerykański Your Demise
Premierze, nie tędy droga (ACTA – kompendium)
by admin on sty.26, 2012, under TRUE
Abraham i Lot – krewniacy a zarazem przywódcy pasterskich plemion – pokłócili się swojego czasu o dostęp do niewielkich pastwisk. W wyniku sporu, Lot przeniósł się wraz ze swoją drużyną pod rosnące w siłę i dostatek miasto Sodoma, słynące jak wiadomo z niebywałej rozpusty. W związku z notorycznymi ekscesami o charakterze seksualnym, znaczną liczbą przestępstw gospodarczych i tych będących skutkiem uzależnień, naruszeń ciszy nocnej a przede wszystkim z powodu małej pobożności czyli niestosowania się do boskich nakazów, stwórca postanowił interweniować. Zanim jednak powziął decyzję o ataku postanowił skonsultować ją z Abrahamem, który przekonywał: „Rozumiem Tato, że wpienia cię amerykanizacja życia, ale przecież nie wszyscy w Sodomie są źli”. Po krótkiej statystycznej licytacji bóg westchnął z rezygnacją: „Ok, jeżeli znajdę choćby 10 sprawiedliwych to zostawię miasto w spokoju”. W Sodomie nie funkcjonował niestety Instytut Pamięci Narodowej, dlatego też, poszukiwania zakończyły się porażką. Po powrocie bóg rzekł do Abrahama z nieskrywaną satysfakcją – „A widzisz?!:) Wiem, że jesteś humanistą ale ludzie to straszne gnidy, wierz mi”. W ostatniej chwili stwórca przypomniał sobie o sprawiedliwym Locie. Wysłał do niego anioły z następującą wiadomością „Pakuj manatki, zbieraj rodzinę bo jutro Ojciec twój robi w mieście Heysel.”. Bóg jak obiecał tak uczynił. Sodomę pochłonął deszcz siarki i pyłów.
Dalsza część tej niezwykłej historii jest wyjątkowo pornograficzna dlatego zainteresowanych dodatkową edukacją odsyłam do najbliższego kościoła, przede wszystkim jednak, część ta nie jest ważna w tym tekście. W tekście ważne jest to, że mówimy o trzech istotnych elementach. Sile sprawczej (premier), Sodomie (internet) i Locie (my). Problemem ze współczesną Sodomą jest to, że relacje grzeszników do niegrzeszących są skrajnie odmienne niż w jej starożytnym odpowiedniku. Owszem, dzieje się wiele złego, jednak czy z powodu 10 sodomitów w kilkumilardowym mieście należy zsyłać na miasto gniew boży (pozostawiam już na boku dyskusję o tym czy sodomia jest jasno określonym przestępstwem). We współczesnej historii nie dochodzi również do spotkania aniołów z Lotem, którego najwyraźniej bóg ma głęboko w dupie. Pozostaje więc domyślać się tego iż, pod pretekstem walki z przestępczością bóg chce uregulować wyłącznie kwestię wielkości pastwisk Abrahama (likwidując konkurencję).
Księga I – Genesis
Narażam Waszą wyobraźnię na wielkie męki, dlatego dość metaforom. Rzecz zaczęła się w roku 2006 kiedy przedsiębiorcy USA i Japonii dostrzegli złowróżbny wpływ rynku azjatyckiego na ich działalność. Chińczycy oferowali produkty podobne, coraz mniej odstępujące jakością od „zachodnich”, często bardziej uniwersalne a przede wszystkim katastrofalnie tanie. Postanowiono położyć kres zjawisku, lecz problemem stała się metoda. Nie można przecież zakazać produkcji i eksportu komukolwiek w świecie szanującym zasady wolnej konkurencji. Do „chińskich podróbek” realnie nie można było się również przyczepić. Były podobne, nosiły podobne nazwy „Reeboock”, „Sanny”, „Technix” ale przecież nie można opatentować sylab czy cyfr. Rozpoczęły się usilne poszukiwania haków. Nie było to trudne z uwagi na to, że rynki azjatyckie – choć głównie na własny użytek – oferowały miliardy regularnych falsyfikatów markowej odzieży, sprzętu RTV, oprogramowania czy nagrań. Produkcja ta wyciekała między innymi do Europy, USA, Japonii, Australii. Proceder generował ogromne, choć głównie szacunkowo określane straty, a przy okazji rosły w siłę coraz lepsze oryginalne azjatyckie marki będące w stanie śmiało konkurować z „zachodnimi”.
Miano jednego z chińskich zagrożeń brzmi Manta. Manta to producent bardzo uniwersalnego sprzętu RTV, a w tym odtwarzaczy dvd obsługujących znacznie więcej formatów plików niż Sony czy Philips. Tu warto zatrzymać się. Dzięki odtwarzaczowi Manta możliwe jest odtworzenie kopii filmów wykonanych m.in na komputerze. Firmy japońskie i amerykańskie, w porozumieniu z wielkimi wytwórniami, pracowały nad stworzeniem różnego rodzaju zabezpieczeń zarówno odtwarzaczy jak i filmów, zmierzając do tego by legalne filmy czy muzykę można było odtwarzać wyłącznie na markowym „zachodnim” sprzęcie. Wysiłki były daremne. Nie tylko z uwagi na antymonopolistyczne działania hakerów łamiących zabezpieczenia (polecam poczytanie o Fladze Wolności Słowa) ale i to, że pod chińskim niebem produkowano sprzęt z możliwością dokonywania niewielkich modyfikacji polegających m.in na zainstalowaniu pirackiego ‘softu’ (oprogramowania) umożliwiającego oglądanie czy kopiowanie legalnych wydawnictw.
Popyt na „chińszczyznę” nie był jednak wynikiem rozrostu przestępczych instynktów m.in. w Polsce czy na świecie. Produkty chińskie były i są po prostu tanie, gdy na produkty „zachodnie” stać było i jest jedynie lepiej uposażonych. Zachodni producenci broniąc się przez azjatycką inwazją zaczęli przenosić fabryki do krajów trzeciego świata (w tym także do Chin) w celu zmniejszenia kosztów produkcji a więc obniżenia cen – zwiększenia konkurencyjności. Owszem, dokonało się swoiste wyrównanie cenowych poziomów ale czy można „przebić” środkowoazjatyckiego producenta, który wciąż oferuje „więcej” za wciąż trochę „mniej”?
Monopolistyczna wizja legalnych zachodnich produkcji artystycznych (filmy, muzyka) dostosowanych do określonej puli zachodnich lub japońskich odtwarzaczy stała w miejscu. Znalezienie prawnego sposobu umożliwiającego wyeliminowanie środkowoazjatyckiej konkurencji wydawało się niemożliwie a na scenie coraz bardziej rozpychał się kolejny gracz- Internet. Rozrost produkcji porno odciągnął miliardy internautów od kin i punktów sprzedaży ckliwych para-erotycznych (konserwatywnych) hollywodzkich produkcji. W sieci egzystowali również white lub black hakerzy, z których pierwsi niesieni janosikowymi ideałami powszechnego dostępu dla ubogich, na potęgę łamali zabezpieczenia lub wykonywali darmowe lub megatanie podróbki m.in. drogiego markowego oprogramowania. (Black hakerzy zajmowali się juz typowym kopiowaniem legalnych treści w celach zarobkowych i kradzieżami). Koniec Hollywood i wielkich koncernów elektronicznych stawał się wizją coraz bardziej wyraźną.
Odsiecz pojawiła się niespodziewanie. Chęć dołączenia swoich szabel, zgłosili operatorzy telekomunikacyjni. Obiektem wspólnego zainteresowania były pliki przesyłane za pomocą sieci. Operatorom zależało głównie na zwiększaniu liczby usług bez konieczności rozbudowy łączy. Z uwagi na to że pliki graficzne, filmowe, muzyczne czy nawet strumieniowe video należą do danych „najcięższych” a zarazem potencjalnie podejrzanych, sposób na ich eliminację bardzo interesował ludzi od światłowodów. „Walka z piractwem” wydała się być genialnym rozwiązaniem. Rychło uruchomiono lobby i projekty trafiły pod strzechy polityków.
Niestety internet zareagował sprzeciwem. Ustalenie tego, który duży plik jest piracki a który nie, okazało się trudne. W przypadku kopii legalnego oprogramowania, książek czy nagrań pojawiło się pytanie o to czy możemy zakupioną rzecz pożyczyć znajomemu? Nie udało się m.in. ustalić ilu znajomych powinien posiadać przeciętny klient a liczba ta wahała się do kilku osób do kilkudziestu milionów. Próby wprowadzenia regulacji co rusz bojkotowano, prawdopodobnie dlatego iż ludzie od handlu i usług mało zajmowali się aspektami obywatelskich praw i wolności.
Genialny argument
Znienacka pojawił się genialny, chwytający za serca argument: ochrona własności intelektualnej. Czyż nie kochamy muzyków? Aktorów? Pisarzy? Przecież pod tą miłością zmieścić można nie tylko ideały zmonopolizowania rynku ale i zmuszenia ludzi do kupowania wyłącznie drogiego i markowego. Tak zrodziła się ACTA, która pod sztandarem walki o bezcenne wartości kulturalne zmieściła szereg całkowicie wymiernych korzyści których nijak nie potrafiono „przepchnąć” wcześniej.
ACTA jest dokumentem wyjątkowo starannie wygładzonym dlatego by nie drażnić m.in. europejskiego, kapryśnego odbiorcy przewrażliwionego na punkcie własnej wartości. Zawiera jednak kilka kluczowych warunków, które kraje podpisujące ‘pakt’ muszą spełnić. Warunki są określone ogólnie, lecz na tyle konkretnie, że na prawodawcach krajów „członkowskich” spoczywa obowiązek stworzenia odpowiednich narzędzi prawnych. W innym przypadku nadrzędnie będzie traktowane ACTA.
Psalmy
Pamiętacie zapewne rządowy projekt Indeksu Stron Zakazanych? Realnym celem było zniszczenie, a dokładniej : „dobranie się” do hazardu w sieci, który powodował ogromne straty budżetowe (brak dochodu). Walkę podparto ideą walki z pedofilią, który to pomysł skrytykowały nawet organizacje zajmujące się tropieniem pedofilii. Nie trudno uniknąć tu skojarzenia z nieszczęsną ustawą refundacyjną, która miała zlikwidować darowizny dla szpitali ze strony koncernów farmaceutycznych (korupcja, starty budżetowe) a wprowadzano ją pod hasłami troski nad pacjentem. Jak widać gdy cel jest inny niż deklarowany rzecz musi gruchnąć.
Podpisanie ACTA wprowadza nowość – umożliwia bowiem, stworzenie m.in. „indeksu stron zakazanych’ pod pretekstem „dostosowywania się do prawodawstwa UE”. Umożliwia stworzenie standardów ograniczających możliwość handlu i sprowadzania produktów niestandardowych (części zamienne), umożliwia stworzenie narzędzi kontroli (np. automatycznych filtrów sieci). Argument „dostosowywania” okazał się niezwykle skuteczny w kraju zamieszkałym w większości przez euroentuzjastów. Dziwi jedynie brak powszechnej refleksji nad tym, że wprowadzanie unijnych praw w Polsce niejednokrotnie prowadzi do tworzenia przepisów o wiele bardziej restrykcyjnych niż te, które przyjmują pozostałe kraje unii. Duma premiera z zejścia z listy krajów najbardziej pirackich robi dziwne wrażenie w porównaniu z tym, że w innych rankingach np. „nieprzyjazności przepisów dotyczących prowadzenia biznesu” walczymy chyba o czołowe lokaty. Priorytetowo traktowany interes państwa (jako instytucji) służący głównie uzyskiwaniu dochodu przez polityczną elitę i satelitów nie wygląda dobrze. Nie wygląda dobrze wprowadzanie przepisów tylnymi drzwiami co niestety pachnie najwyższych lotów korupcją. Co stało się z premierem?

Na obrazie Hendrika Goltziusa, pijany Lot z ocalonymi córkami przygotowuje się do procesu odradzenia gatunku ludzkiego po zagładzie Sodomy.
P.S.
(za interia.pl)
Podpisanie i ratyfikacja konwencji ACTA są niebezpieczne dla praw i wolności określonych w konstytucji – napisał generalny inspektor ochrony danych osobowych Wojciech Wiewiórowski w opinii, którą wysłał do resortu administracji i cyfryzacji. Zdaniem GIODO przyjęcie przez Polskę ACTA jest niewskazane, a wystarczającą podstawę do ścigania poważnych naruszeń praw autorskich dają przepisy o wymianie informacji między organami ścigania krajów UE. Generalny inspektor zwrócił też uwagę, że decyzja o podpisaniu ACTA nie została poprzedzona wystarczająco szerokimi konsultacjami.
——————-
(opis biblijny, w ramach dokonywania niezbędnych skrótów został nieznacznie zmodyfikowany)
Elżbieta Gawlas: Sierpniowe wspomnienia
by admin on sty.26, 2012, under TRUE
Elżbieta Gawlas: Sierpniowe wspomnienia Strona 1 Strona 2 Strona 3 + zdjęcie Elżbiety [...] Po 23 latach mogę tylko napisać: Gdybym tylko mogła, chciałabym przeżyć to jeszcze raz. Byliśmy wspaniałą jednością, Bano się nas tak, jak boją się dzisiaj. Teraz bogatsza w wiedzę inaczej podpowiadałabym. – Info nurt nr 16, październik 2003 Elżbieta zaszczyciła wtedy [...]![]()
(continue reading…)
Wesołe jest życie staruszka!
by admin on sty.26, 2012, under TRUE
Wesołe jest życie staruszka!![]()
(continue reading…)
Newt Gingrich: I’ll Help Israel Attack Iran
by admin on sty.26, 2012, under TRUE
Newt Gingrich: I’ll Help Israel Attack Iran![]()
(continue reading…)

